9 wrz 2014

"Warszawa 1944. Tragiczne powstanie". Alexandra Richie, Grupa Wydawnicza Foksal 2014





Na naszym rynku księgarskim w ciągu ostatniego roku-dwóch pojawiło się mnóstwo pozycji, poświęconych Powstaniu Warszawskiemu. Sporo wśród nich political fiction, sporo fantazji i spekulacji. Niewiele jest jednak pozycji, które powstanie po prostu opisałyby od początku do końca, tak jak miało to miejsce. Alexandra Richie, autorka obszernej pozycji „Warszawa 1944.Tragiczne powstanie”, podjęła się tego zadania. I powstała bardzo dobra, ciekawa książka.


„Warszawa 1944. Tragiczne powstanie” to lektura tyleż wciągająca, co ciężka. I nie chodzi o to, że sam zasadniczy tekst ma 650 stron a do tego dochodzi sto stron przypisów. Amerykańska badaczka poświęciła parę lat na napisanie tej książki, starając się jak najwierniej odtworzyć przebieg nie tylko 63 dni „chwały” (jak niektórzy chcieliby uważać), ale także stara się wyprowadzić pewnego rodzaju zbieżną wypadkową z trzech innych wydarzeń, które pośrednio wpłynęły na losy powstania i samej Warszawy. Były to operacja „Bagration” (w wyniku której front niemiecki przesunął się ku Wiśle), zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu (jak wiadomo, nieudany) oraz działania Waltera Modela pod koniec lipca 1944 tuż pod Warszawą, wzięte mylnie przez AK za kontrofensywę Armii Czerwonej. Do tego dochodzi mnóstwo innych nieporozumień, mylnie lub nieprecyzyjnie przekazanych informacji i wreszcie podjęta niemal na chybcika decyzja o samym wybuchu powstania (dość szczegółowo opisany jest, na podstawie źródeł, sam moment wydania rozkazu – już wówczas „Monter” wiedział, że popełnił błąd, ale z drugiej strony uznał, iż za późno, by wszystko odwoływać). 


Pozycja jest bardzo detaliczna – działania różnych powstańczych oddziałów w dzielnicach Warszawy a także reakcje ludności cywilnej, nie związanej bezpośrednio z organizacją powstania, mamy opisane niemal dzień po dniu. Autorka nie szczędzi także opisów rzezi, jaka miała miejsce – morderstw, gwałtów, nieludzkiego traktowania jeńców i bezpardonowego wycinania w pień wszystkich, jak leci:  dzieci, kobiet, starszych ludzi,  pacjentów szpitali. Niby wszystko już wiadomo, ale nagromadzenie tego typu informacji zawsze robi wrażenie. Relacje ocalałych warszawiaków, którzy gnieździli się po piwnicach, nierzadko straciwszy na swych oczach bliskich, opowieści o upodleniu, jakiego doznali mieszkańcy miasta, braku żywności, wody i problemach z higieną, które wiązały się z wybuchami różnego rodzaju epidemii (do tego również przyczyniła się niemożność grzebania wszystkich zwłok) dalekie są od bohaterskiej nuty, w którą często chętnie uderza się przy wzmiankach o Powstaniu Warszawskim. Wspomnienia cywilów to lwia – i jednocześnie bardzo intrygująca – część książki. 


Alexandra Richie nie jest jednostronna i sięga po różnorodne źródła, zarówno te ze strony polskiej, jak i niemieckiej. Mamy tu zeznania, wspomnienia i inne świadectwa wielu różnych uczestników powstania, znane są zarówno postawy i nastroje jego organizatorów, jak i zwykłych mieszkańców Warszawy (z których część o powstaniu najzwyczajniej nie wiedziała) oraz okupantów, wściekłych i biorących odwet w sposób najbardziej okrutny z możliwych. Są też opisy nieudanych prób pozyskania do współpracy Rosjan (wizyta Stanisława Mikołajczyka w Moskwie i rozmowa ze Stalinem). 


Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, choć trudno ją zakwalifikować do lektur, które czyta się dla relaksu, zajadając ciasteczka. Niemniej, mimo solidnej objętości i ciężkiej tematyki, przyswajało mi się ją raczej szybko. Nie jest to suchy zestaw danych statystycznych, ale pełen emocjonalnych opisów i relacji obraz tego, co działo się w ciągu dwóch miesięcy powstania. Sama autorka, oczywiście, wyraża pośrednio swój krytycyzm w stosunku do formy, w jakiej zostało przygotowane (a raczej nieprzygotowane) powstanie, ale już wolę taką postawę niż opiewanie na klęczkach dzielnych chłopców i morowych panien, bo nadal mam wrażenie, że w narodzie pokutuje – utrwalane przez różne instytucje – wyobrażenie Powstania Warszawskiego jako wielkiej, ciekawej przygody. Być może na niektórych książka ta podziała niczym kubeł zimnej wody, ale naprawdę nie zaszkodzi. Autorka podkreśla także, że unikanie walki miałoby prawdopodobnie równie fatalne skutki, więc dobrego do końca rozwiązania tak naprawdę na daną chwilę nie było. 



„Warszawa 1944. Tragiczne powstanie” nie zawiera wielu ilustracji  - poza kilkoma zdjęciami w książce można znaleźć mapki, ukazujące najbardziej istotne operacje wojskowe. Jednak nie szata graficzna stanowi o jakości książki.


Ogrom pracy Alexandry Richie przełożył się na bardzo intrygującą opowieść. Trudno przejść obojętnie wobec jej treści. Oczywiście, debata o zasadności wybuchu Powstania Warszawskiego nie wygaśnie – co więcej, mam wrażenie, że teraz, gdy minęło siedemdziesiąt lat, jest ona żywsza niż kiedykolwiek. Naukowcy docierają do kolejnych źródeł, zeznań, dokumentów. Przeszłości i tak już nie zmienimy, natomiast poznawanie jej z ciekawych publikacji z pewnością jest wskazane. 


Osoby zainteresowane dalszym drążeniem tematu, tudzież dyskusją z samą autorką, mogą przybyć do Domu Spotkań z Historią 16 września. O 18:00 odbędzie się spotkanie z Alexandrą Richie, poświęcone książce.

7 komentarzy:

  1. "Są też opisy nieudanych prób pozyskania do współpracy Rosjan (wizyta Edwarda Mikołajczyka w Moskwie i rozmowa ze Stalinem)"

    Stanisława.
    ---
    Chyba wszystkie książki o Powstaniu (może poza śpiewnikami) to ciężkie lektury. A dopiero jazda na cztery fajerki się zacznie, jak umrą ostatni powstańcy (czyli za jakieś 10 lat).

    "Tragiczne" - w greckim rozumieniu. Żadne wyjście nie było dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umph, jasne. Choć wizyta EM mogłaby być nawet ciekawsza :D

      Usuń
  2. no więc, jak napisałem w swoim wpisie okolicznościowym o PW, "wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak, jak jest", chociaż nie wszyscy się zgadzają. wszystko, co pisze Marcin, a pewnie i pani autorka, to racja; i jest to racja, która każe się zastanowić czego właściwie dotyczy dyskusja o PW1944.
    dodam, że nie byłem* w muzeum PW, między innymi dlatego, że zawieszono tam dzwon "Monter". bardzo mnie ta okoliczność odstręcza.
    *) jeszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, "dzwon" - to w polszczyźnie niejednoznaczne.

      Marcin, dzięki za zwrócenie uwagi na książkę.

      Usuń
  3. Pani Bogata zmieniła się w Prawą (mniej-więcej w połowie tekstu). Czytałem fragmenty, i gdybym miał za wiele czasu, to pewnie przeczytałbym całość. Ostatnio zresztą czytałem w dodatku do GW fragmenty wspomień Iranka-Osmeckiego (z identycznym wyjaśnieniem decyzji Montera) i pamiętnika jednego z uczestników powstania. Mocne rzeczy (obie).

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Marcinem. Jedna z najciekawiej napisanych książek tematycznych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka jeszcze przede mną... Nie wiem czy dam radę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń