20 kwi 2014

GTWB LXXVIII - "Znikający punkt" 1984-2014

Jak wiemy, w Warszawie wiele punktów lubi tak sobie po prostu wziąć i zniknąć. Bo tak życie dyktuje. Niektóre punkty znikają na amen, inne bawią się z nami w chowanego a jeszcze inne powoli zanikają, względnie teleportują się w inny wymiar. Dziś trzy takie znikające punkty ze Starego i Nowego Miasta. Zniknięcia nastąpiły/następują na przestrzeni ostatnich trzech dekad.


Znikanie v.1 - zabawa w chowanego:


Do tej zabawy potrzebnych jest kilka drzew, względnie wysokich. Stajemy sobie obok miejsca, gdzie wyrośnie drzewo, i stoimy - tak, jak kościół św. Jacka. No i dobra. Po jakimś czasie drzewo wyrasta i każdej wiosny obsypuje się liśćmi niczym modele łupieżem w reklamach szamponów. I znikamy sobie na spory kawałek wiosny, całe lato i długi odcinek jesienny. Czyż nie piękne to jest?


Znikanie v.2 - zanikanie


Zanikanie zaobserwować można na przykład na kamienicy przy Przy przy Przy przy Przyrynku. Przyrynek nazywa się tak, bo jest przy rynku - nieważne. Polichromia na kamienicy jeszcze 30 lat temu była wyrazista. Obecnie ledwo można domyślić się, co przedstawiały malowidła. Za jakiś czas albo ktoś je uratuje, albo zostanie - o czym dramatycznie śpiewała Beata Kozidrak - plama na ścianie.

Znikanie v.3 - hokus pokus teleportacja


Syrenka staromiejska dłuta Konstantego Hegla znikała wielokrotnie. Ustawiono ją pierwotnie na Rynku Starego Miasta (1855). Później stała m.in. przy Solcu, w Parku Kultury (Rydza) na Powiślu, na Baszcie Marszałkowskiej (to widać na zdjęciu), by ostatecznie wrócić na rynek. I z rynku także zniknęła, bo zastąpiła ją kopia. A sama syrenka teleportowała się na podwórze Muzeum m.st. Warszawy i tam ją można oglądać.

Archiwalne zdjęcia pochodzą z albumu E. Hartwiga z 1984 r., zatytułowanego z wyobraźnią: "Warszawa" (vide: źródła).

7 komentarzy:

  1. Zanikanie w pierwszej wersji jest całkiem do zniesienia;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z drzewostanem tak już jest, ale nic na to nie poradzimy. Drwal potrzebny.

    W fotografii kolejowej to jest dopiero problem. Trakcja elektryczna psuje wszystko. Niestety chętnych do fotografowania słupów i przewodów nie ma wielu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ eleganckie pierwsze zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń