20 mar 2014

GTWB LXXVII - "Bariera."

Jak wiadomo, barierą przy robieniu zdjęć na ten blog, jest dla mnie roślinność. Nie żebym miał coś przeciwko żyjątkom, zieleni, ekologii, ratowaniu małych żuczków i podcieraniu się recyklingowanym z kolorowych magazynów papierem toaletowym (wizerunki celebrytów mogliby zostawić), niemniej uchwycenie pewnych kadrów - szczególnie wiosną, latem i jesienią - graniczy z cudem. A czy w porze bezlistnej da się, czy też bariera okaże się za mocna? Zobaczmy.


Po raz pierwszy pojechałem na osiedle Kinowa (zdj. 1984/2014) latem. Dość naiwnie. Parę minut zeszło mi na szukaniu ujęcia, po czym - ujrzawszy kupę liści - powiedziałem kilka ciepłych słów i postanowiłem w bezlistny, słoneczny dzień... i co? Też niewiele widać (acz więcej niż latem). Jak widać, stałem na placu zabaw. Medal dla debili, którzy wyprowadzają psy, żeby wysrały się właśnie tam - koło piaskownicy i przy huśtawkach. Bo nie ma innych miejsc.


Co my tu mamy, panie dzieju? Park pod Pałacem Kultury w 1970 i 2014 roku... w porze bezlistnej. No nie, pas. To może z drugiej strony?


Tiaaaa... można powiedzieć, że jest lepiej.


To tak na grand finale sytuacja odwrotna - Filharmonia z odsłoniętą elewacją od Moniuszki (1987.2014), dzięki czemu widać dostawione jakiś czas temu rzeźby - dwie ocalałe z czterech - znajdujące się przed wojną na elewacji od Jasnej.

Zdjęcia pochodzą kolejno z "Portretu miasta" (1), "Warszawa 1945-1970" (2, 3) i "Spojrzeń na Warszawę " (4; patrz: źródła).

12 komentarzy:

  1. Na trzeciej parze radosny pochód idzie Marszałkowską (sieć tramwajowa!), a nie placem Defilad.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt. A swoją drogą gdybym stanął pod eks-domami Centrum, to już nic nie byłoby widać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dużo fotek. Dobrze się ogląda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zmagam się z barierą "roślinną", ale na nią jest sposób. Pierwszy połowiczny to focenie w okresie jesienno-zimowym. Drugi to focenie z wysokości. Jednak tu pojawia się kolejna bariera. Jak dostać się do okolicznych budynków, które w obecnych czasach są pozamykane i niedostępne. To jest dopiero bariera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze trzeci - Agent Orange, a na trudniejsze przypadki napalm... można też zaprosić chór kanadyjskich drwali na gościnne występy.

      Usuń
  5. >>... koło piaskownicy i przy huśtawkach. Bo nie ma innych miejsc.<<
    Może i są, ale jak się takiego psa wyhuśta lub przewiezie na karuzeli, to on po prostu nie daje rady dalej dobiec ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a potem dzieci mają darmowe batoniki.

      Usuń
  6. O, a kim był ów Kinow, że mu zdziełali osiedle? ;)
    Fajnie przypomnieć sobie swoje podwórko (vide pierwsza para).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to myśmy niemal sąsiady! Ja tam niedaleczko do przedszkola chadził... ;)

      Usuń
  7. "Medal dla debili, którzy wyprowadzają psy, żeby wysrały się właśnie tam..." - ode mnie medal dla zarządców terenu (czyli zwykle miasta lub dzielnicy), którzy urządzają nieogrodzone place zabaw - prawdopodobieństwo, że będą zasikane i zasrane, wynosi sto procent. Akurat temat jest mi okresowo bliski. Większość placów zabaw, nawet wewnątrz parków, jest wygrodzona niską siatką antypsią albo jakimś płotkiem, ale niektóre nie, czasem zupełnie nowe, i to jest rzeczywiście bez sensu.
    Z drugiej strony, kiedyś przyszło mi do głowy, że w świecie mojego służewskiego dzieciństwa grodzone piaskownice nie istniały, a psów było bez liku - i jakoś przeżyliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zieleń w mieście lubię jak najbardziej, ale mam wrażenie, że nikt o nią nie dba. Dziczejąca zieleń w mieście nie wygląda dobrze, więc się ją wycina niema do zera i post factum okazuje się, że bez zieleni wcale nie jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niższe bloki na Kinowej pozbawione są barier. Do mieszkań na parterze wchodzimy schodkami na loggie i przez drzwi balkonowe do mieszkania.

    OdpowiedzUsuń