4 lut 2014

Na pograniczu Śródmieścia Południowego i Mokotowa 1968-2014

"Pogranicze" to - oczywiście - okolice placu Unii Lubelskiej, bliższe i dalsze. Są to także moje okolice licealne - szkołę jaką miałem, taką miałem, ale cztery lata zawsze jakieś tam wspomnienia pozostawiają. Znaczy się, źle nie było, rewelacyjnie też nie... ale nie chciałbym już cofać się w czasie do tamtych lat. Kiedyś zdarzało mi się żałować, że nie mam już  beztroskich nastu lat i nie mogę zawrócić do czasów liceum, kiedy to człowiek niby jeszcze nie był dzieckiem a z drugiej strony jeszcze nic nie musiał, ale przeszły mi te sentymenty i zdecydowanie bardziej raduje mnie to, co jest. Z całym szacunkiem dla tego, co było.


Zacznijmy od części mokotowskiej. Zdjęcie oryginalne wykonano spod nieistniejącego "Supersamu" przy Puławskiej. Ostatni raz byłem w nim wiele lat temu w znanej rodzinnej restauracji, innej niż wszystkie. Awangardowa, jak na swoje czasy, konstrukcja niestety nie wytrzymała lat zaniedbań. Poza tym niski pawilon - moim zdaniem - znakomicie prezentowałby się na jakimś osiedlu blokowym, ale nie na placu Unii. Naturalnie, nie uważam za przepiękne tego, co wyszło spod ręki Największego Z Architektów (brakuje tylko przed tym jakiegoś posągu autorstwa Największego z Rzeźbiarzy), ale widać taki znak czasów, że - przypomnę - gdzie są pieniądze, tam są inwestycje. Jeszcze bardziej paskudny jest kloc, który powstał na miejscu kina "Moskwa".



Nie wiem czy studenci są nadal tak ubodzy, że stać ich jedynie na picie denaturatu, którym potem rzygają za okno, ale prawdopodobnie taka myśl przyświecała twórcom nowego dizajnu akademika "Riwiera" (obok budynek "Mikrus") przy Waryńskiego/Rondzie Jazdy Polskiej/Polnej. Akademik ów mieści w podziemiu słynny klub "Remont", na temat którego wypowiedziałem się - i tak dość oględnie - tutaj.



A skoro już o Waryńskiego mowa - na górnej fotografii mamy ulicę przed poszerzeniem (miało ono miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy to jeszcze przy okazji wyburzono co nieco). Nie mogłem znaleźć się w tym samym miejscu, co fotograf w 1968 roku, więc dałem fotę z przystanku. Znaczy się, znaleźć się mogłem, ale bez gwarancji, że będę potem w stanie umieścić zdjęcia na blogu.


Archiwalia pochodzą z "Warszawskiego Kalendarza Ilustrowanego" na rok 1968.

5 komentarzy:

  1. Też lubię to pogranicze, choć nie chodziłem tam do liceum, a na lody do oryginalnej Zielonej Budki. SuperSamu wtedy nie lubiłem, bo już we wczesnych latach 80. był obskurny - kto nie wierzy niech przymierzy się np. do hali Kopińskiej czy Banacha, że wezmę moją Ochotę jeno. Ale na cz/b zdjęciach z epoki nawet pawilon Chemii wygląda zjawiskowo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogranicza zawsze mają w sobie coś przyciągającego. Warto dla regionu być pograniczem czegoś z czymś.

      Usuń
  2. też lubię to pogranicze :-)
    często ze szkoły wracałżem tak, by przejść się Bagatelą - najkrótszym połączeniem między Traktem Królewskim a ciągiem komunikacyjnym Bielany-Pyry, czyli tutaj Puławską.

    Supersam zawsze ceniłem, najpierw za obecność gdzie indziej niedostępnych "granulków" (świństwa z glukozy z jakimś syropem, o wyglądzie suszonych różowych robaków), gdzie indziej niedostępnych w handlu uspołecznionym. potem za architekturę.
    (Halę Kopińską też za to cenię, Bahama już nie... ;-) )

    OdpowiedzUsuń
  3. Sądzisz, że dzisiejsi studencni nie pijają denaturatu? a kiedys pili?
    no, dajesz do myslenia;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ponieważ wszystko zostało już powiedziane, więc można spokojnie udać się na Pola tzn Pole Mokotowskie.

    OdpowiedzUsuń