2 lut 2014

Bajnajty śródmiejskie


Rok 1965 ("Wędrówki po Warszawie" - patrz: źródła). Lśniący hotel "Europejski" i skromniutko reprezentowane auta. Rok 2014 - na odwrót...



Rok 1965 (źródło j.w.) - most Gdański.



I znów ten sam okres i źródło - pomnik Nike. Ten sam, ale gdzie indziej.



I czasy nowsze (album "Warszawa" E. Hartwiga z 1984 - vide: źródła) - Grób Nieznanego Żołnierza w 1984 i 30 lat później.

6 komentarzy:

  1. ostatnia para świetnie ilustruje mój pogląd, że iluminacja budynków powinna polegać na świeceniu z wewnątrz (oknami, i, jak w przypadku GNŻ, innymi otworami), a nie na podświetlaniu "gęby od dołu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O toto! Wszędzie, gdzie się daje.
      A Europejski na historycznym - cudo jak z reklamy!

      Usuń
  2. Popieram zdanie Era. Swoją drogą nigdy nie rozumiałem takiego podświetlania mostów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za podparcie. krótko mówiąc - widok nocny powinien być "negatywem" dziennego (ciemne ściany, jasne okna), a nie "gębą wujka straszącego dziatwę"
      ;-)

      Usuń
  3. Gratuluję genialnego pomysłu na ten blog, podziwiam mrówczą pracę i tytaniczny wysiłek włożony w jego prowadzenie - czapki z głów, głęboki pokłon i przeogromne dzięki, ale nie oglądając go od trzech dni nie mogę się powstrzymać od jednej uwagi, a właściwie gorącej prośby: o o wiele staranniejsze niż dotąd robienie współczesnych zdjęć dawnych miejsc. Bardzo rzadko udaje się uchwycić ten sam punkt "widzenia", kąt, czy nawet choćby zbliżone warunki oświetlenia (pory roku lub dnia). Wielka szkoda, bo to trochę psuje cały rewelacyjny efekt.
    Mimo tych zastrzeżeń - jeszcze raz serdecznie dziękuję za wspaniały blog :)
    Im dłużej go oglądam, tym bardziej nie lubię Szwabów, oraz porąbanych, krakowskich - pożal się Boże - "architektów", którzy tak systematycznie i skutecznie dokończyli niemal całkowitego zniszczenia Warszawy...
    Pozdrawiam - and keep up with your great work ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poza Traktem Królewskim i Marszałkowską, to raczej skromnie z oświetleniem w Warszawie. Trochę się po nocy szwendam i już niejednego nastraszyłem. Charles Dickens się kłania.

    OdpowiedzUsuń