9 gru 2013

Ze zbiorów własnych - ogień i gruz czyli płonąca Chomiczówka i znikająca Wola

Dziś odgrzebuję trzy fotografie własne - w tym dwie analogowe i z tego samego miejsca - co by unaocznić sobie i innym zgromadzonym, co się zmieniło (bądź nie) w fotografowanych przeze mnie miejscach. Współczesne ujęcia to rok 2013.


Numer jeden.

Druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Siedzę sobie wieczorem na balkonie, sączę coś lub nie, no i nagle patrzu i wiżu - a tu się coś kopci. To za aparat - i cyk. Wyszło, jak wyszło, bo idiotcamera na wieczorną aurę reaguje tak sobie, ale dokument jest.

Numer dwa.

Późna wiosna 1992 roku - siedzę sobie na balkonie, raczej nic nie sącząc, ale siedzę, patrzu i wiżu - coś się kopci. No to za aparat i cyk. Przy okazji widać, jak przez dwie dekady zarosła Chomiczówka.


Numer trzy i skok do współczesności.

Zdjęcie górne zrobiłem w październiku a dolne w listopadzie 2013. Ależ ten czas pędzi. Człowiek się ledwo zdąży odwrócić...


6 komentarzy:

  1. Bożeżtymoj, coś jest takiego, że jak się kopci, człowiek łapie za aparat, żeby sobie kopeć uwiecznić: też mam takie zdjęcia z okna :-) malownicza odmiana znanego pejzażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Patrz, bo drugiego takiego wypadku nie zobaczysz!"

      Usuń
  2. Budujom, panie, budujom, a potym rozbirajom! No.

    OdpowiedzUsuń
  3. Druga para powinna nosić tytuł "Atak zmutowanej zieleni miejskiej" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy dobrze rozumiem, że blok "schodkowy" a pierwszej pary, ewidentnie wielkopłytowy (czy jaka tam technologia była stosowana na Chomiczówce), powstał po połowie lat 90-tych?

    OdpowiedzUsuń
  5. Wolę wyjątkowo warto utrwalać teraz, bo zmienia się z miesiąca na miesiąc.
    Które to piętro takie widokowe?

    OdpowiedzUsuń