20 sty 2017

GTWB CXI "Zimowa rozgrzewka" na Starówce i nie tylko



Gdy mróz ścina błotniste kałuże a śnieg elegancko pokrywa psie kupy, gdy zamarzają cieknące nosy a ręce trzęsą się niczym u paralityka, dokąd najlepiej pójść, gdzie się ogrzać, dokąd udać by schronić się przed zimnem?







Co za durne pytanie, oczywiście że do domu.




Jednak idąc do domu, można zahaczyć o Stare i Nowe Miasto, o które zahaczam regularnie, i sprawdzić czy tam przypadkiem nie ma żadnej możliwości rozgrzewki.










Można się rozgrzać na Freta - choćby w Czytadle czy w Zapiecku. Widoczki z 1934 i 2017 roku.










Bardziej wysportowani mogą się rozgrzać na Rynku Starego Miasta (fot.1922/2017), śmigając na lodowisku. Na miej wysportowanych czekają atrakcje kulinarne w postaci grzanego wina, grzanego piwa, grzanej wódki i grzanego płynu do spryskiwaczy.










A jeśli ktoś zawędruje na Piwną (rys.1865/fot.2017), z pewnością pobudzą jego krążenie ceny w miejscowym antykwariacie, który niestety od jakiegoś czasu przestał być jednostką autorską a został wykupiony przez sieciówkę. Takie czasy.


Zdjęcia pochodzą z "Ulic i placów Warszawy" (vide: źródła).

Jeśli jednak tradycyjne metody zawiodą, to na absolutne rozgrzanie, a przynajmniej zapomnienie, że jest zimno, niezawodny jest solidny wk**w. Zdarza mi się on od czasu do czasu a dziś przypomnę taki sprzed kilkunastu lat, dotyczący zakupów muzycznych.



Kiedyś, dawno temu, postanowiłem zamówić sobie płyty z pewnego sklepu, prowadzonego przez pewnego dziennikarza muzycznego, z miasta uważającego się za miasto lepsze od innych miast. Nieco bezpodstawnie, ale niech sobie myślą. Nieważne.

Sklep ów reklamował się jako specjalistyczny, jeśli idzie o muzykę rockową, hard rock, progresywny itp., zatem zainteresował mnie wielce. Ofertę miał zacną, ceny w normie i byłoby git, gdyby nie sytuacja, która miała miejsce dwukrotnie. W sumie mogła mieć miejsce raz, ale ten drugi raz to już moja nieroztropność i wiara w to, że pierwsze koty za płoty.


Sklep proponował dwa sposoby dostawy: w tempie wolnym (jakieś dwa tygodnie) lub w tempie szybszym (3 dni, za dodatkową opłatą). W swojej naiwności wybrałem opcję szybszą, ponieważ zależało mi na płycie, której nie sposób było kupić w normalnym sklepie. Po ponad tygodniu czekania i nieotrzymania żadnej informacji napisałem maila z pytaniem czy wszystko jest w porządku i czy coś spowodowało niedostarczenie płyty na czas. Otrzymałem odpowiedź w mocno niegrzecznym/burackim/protekcjonalnym tonie, że co ja się tak niecierpliwię, że czekają na CD od dostawcy i że takie rzeczy się zdarzają. Bez słowa "Przepraszam". I domyślam się, że gdybym nie napisał maila, mieliby w głębokim poważaniu moje - w zamierzeniu priorytetowe - zamówienie. Płyta doszła po miesiącu. Oczywiście, nawet nie padła propozycja żebym zapłacił za regularną dostawę, a skąd. Kasa już poszła na konto z góry - nie żebym się awanturował o parę złotych, ale...


Minął może rok i postanowiłem zaryzykować z tym samym sklepem, bo znowu coś tam mieli, co bardzo chciałem posiąść a czego normalnie kupić nie było można. I stwierdziłem "Dobra, może za pierwszym razem faktycznie coś im nie wyszło i to był jakiś wyjątek". Zamówiłem, tak jak poprzednio, w tempie priorytetowym (za takąż cenę) i sytuacja powtórzyła się w zasadzie w identyczny sposób - zero informacji, że nastąpi jakieś opóźnienie, zero przeprosin czy w ogóle jakiegokolwiek sygnału, że coś jest nie tak. I znów na mojego naprawdę kulturalnego i spokojnego maila z pytaniem czy zamówienie jest realizowane i czy mam przysłać potwierdzenie przelewu, gdyby coś nie doszło, otrzymałem taką samą jak poprzednio gburowato-protekcjonalną odpowiedź. Tym razem jednak nie zdzierżyłem i napisałem swoją odpowiedź (już nie siląc się na wyszukaną grzeczność), jednocześnie deklarując, że więcej od nich niczego nie zamówię, którego to postanowienia po dziś dzień się trzymam. A przypomniało mi się to wydarzenie, bo zauważyłem w prasie muzycznej reklamę innego przedsięwzięcia, które znów firmuje swoim nazwiskiem pan, będący właścicielem owego nieszczęsnego sklepu (nie wiem czy jeszcze istniejącego, bo nie sprawdzałem). W każdym razie wk**w był solidny i gdyby miał miejsce mroźną zimą, zapewne zapomniałbym przynajmniej na chwil parę o panującej temperaturze. Za karę jakiś haker powinien włamać im się na stronę i wstawić zamiast prog rocka dyskografię Krzysztofa Krawczyka i Kryśki Giżowskiej. 

Czego pozostaje życzyć... jak to śpiewał hardrockowo-progresywny zespół Bolter, "Więcej słońca"!

14 komentarzy:

  1. he, wiem, co to za sklep. raz sprowadzałem od nich płyty, czego zazwyczaj nie robię, bo niezbyt lubię kupowanie na odległość. nie pamiętam jaką prędkością transferu zamówiłem, ale doszły chyba bez opóźnienia. rozumiem, że obsuwy mogą się zdarzyć, ale powinni byli przeprosić itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio zamawiałem z innego miejsca płytę, która doszła z opóźnieniem, ale zostałem o tym uprzedzony mailowo, przeproszony i zapytany czy nadal interesuje mnie owo zamówienie, bo będę musiał trochę poczekać. I to - rzecz jasna - nie musi dotyczyć płyt, ale może czegokolwiek, kupowanego online: ciuchów, książek, kosmetyków itp.

      Usuń
  2. Przy zasłużonej antyreklamie spokojnie możesz podać namiary :-)

    ---

    "z miasta uważającego się za miasto lepsze od innych miast. Nieco bezpodstawnie, ale niech sobie myślą."

    WRO czy KRK? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krk. Nigdy nie spotkałem się (osobiście, netu nie liczę) z wrocławianami (wrocławiakami?), wywyższającymi się w sposób ą i ę.

      Usuń
    2. Bo nie ma ani wrocławian, ani wrocławiakow, a tylko potomkowie zabużan ;-)

      Usuń
    3. A może zakon zabużan ceglastych?

      Usuń
  3. Oj, to ja już z nowego pokolenia jestem. Muzyki słucham raczej z sieci lub yt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luz, ja zawsze byłem stary.

      Usuń
    2. Ostatnio usłyszałam, że jak się ma znajomych z internetu to jest się młodym, i tego się trzymam ;)

      Usuń
    3. A co, jeśli my się znamy z internetu, ale poznaliśmy się na żywo? ;-)

      Usuń
    4. Jak się kogoś poznaje na żywo to nabywa się pewność, że nie gadało się przez net z trollem;)

      Usuń
    5. Albo nabywa się pewność, że właśnie gadało się na żywo z trollem (są takie przypadki).

      Usuń
    6. Raz na jakiś czas zdarza się fenomen - blog jest martwy a człek żyw.

      Usuń
    7. To lepiej, niż odwrotnie :-)

      Usuń