11 wrz 2016

Śródmieście Południowe 1993-2016

Już wiele razy to pisałem, ale napiszę raz jeszcze, że Śródmieście Południowe, mimo iż nigdy w nim nie mieszkałem, jest mi wyjątkowo bliskie, gdyż chodziłem tam do wszystkich możliwych szkół. Poniższe zdjęcia powstały w okresie, gdy byłem uczniem liceum im. Tadeusza Czackiego. W przeczytanej jakiś czas temu książce Tomka Lipińskiego (w zasadzie jest to wywiad-rzeka, przeprowadzony przez Piotra Bratkowskiego) wspomnienia z owego liceum - kończył je równo dwadzieścia lat przede mną - są, oględnie mówiąc, średnie. Ale książka bardzo ciekawa (a jej doskonałym uzupełnieniem, bądź na odwrót, jest "Kryzys w Babilonie", czyli wywiad-rzeka z Robertem Brylewskim), ale to może kiedy indziej. Dziś dwa zdjęcia Warszawy z początku "nowej epoki".


Plac Konstytucji w latach 90 zamienił się w punkt sprzedaży dla ciała i dla ducha. Dla ciała były budy z hot dogami "Dania fast food" oraz tzw. chińczyki. Dla ducha były "firmowe" kioski firmy BRAWO, wydającej kasety magnetofonowe średnio legalne, ale także i oficjalne CD z nowym materiałem (np. Pocisk miłości T.Love). Piractwo kasetowe skończyło się wraz z wprowadzeniem nowej ustawy o prawie autorskim w 1994 r.

A to już Politechnika, która wówczas kojarzyła się jedynie zasadniczo z uczelnią a nie ze stacją metra od niej nazwanej a wcale się przy niej nie znajdującej. Polibuda pozbyła się parkingu, otoczywszy gmach główny betonowym murkiem z zielskiem. Lepsze to niż zaparkowane wszędzie samochody. 


Zdjęcia archiwalne pochodzą z albumu "Warszawa i warszawiacy" (vide: źródła).

6 komentarzy:

  1. te kasety były więc legalne ;-)
    też pamiętam jedną taką firmę -JAM - która wydawała te fonogramy szczególnie starannie... i też starała się wskoczyć w prawdziwy show business, wydając CD Kwartetu Jorgi (JAM001).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w pewien dziki sposób w Polsce były legalne, ponieważ nasz kraj ignorował międzynarodowe regulacje odnośnie praw autorskich, więc ile u nas poszło kaset Iron Maiden, Metalliki czy AC/DC (że wymienię najbardziej znane z tego gatunku), a artyści nie zobaczyli z tego ani grosza... a argumentacja, że "na biednego nie trafiło" nie przekona mnie ani trochę.

      Naturalnie, jako nastolatek (kasety zacząłem kupować w wieku około 11 lat, gdy w domu pojawił się radiomagnetofon) w ogóle nie miałem pojęcia nt. legalności/nielegalności. Było dla mnie normalne, że ten sam tytuł wydaje kilka firm i każda z nich może sobie coś zeń obciąć lub dorzucić. Dopiero, gdy zobaczyłem prawdziwą, legalną kasetę, wydaną na Zachodzie, z wkładką z tekstami i normalną poligrafią, doszło do mnie, że coś jest nie ten tego. Acz z drugiej strony - właśnie z braku tych regulacji - nie sposób było dostać na kasetach czy innych nośnikach większości znanych tytułów, bo zachodnie wytwórnie nie miały z naszymi podpisanych kontraktów. Do rangi sensacji urastało więc wydawanie pod koniec lat 80 licencyjnych płyt analogowych i kaset Michaela Jacksona, Madonny czy Kim Wilde, po które do firmowego sklepu "Polskich Nagrań" ustawiały się kolejki.

      JAM pamiętam - wydawali nieco ambitniejszą twórczość niż większość ówczesnych potentatów. Zamiast pań z cyckami na wierzchu i tytułem "Italo disco hits vol. XXXVIII" mieli w repertuarze np Clannad czy sporo muzyki jazzowej i okołojazzowej.

      Usuń
  2. To ja dla odmiany chodziłem tylko do jednej podstawówki i jednego liceum, zresztą w tym samym budynku, rzut beretem od Polibudy zresztą. A co do piractwa - też nie miałem pojęcia, że przegrywanie płyt CD na kasety w Digitalu naprzeciw Muzeum jest piraceniem - w końcum za to płacił!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zapomniałem zupełnie o tym procederze. No właśnie, płaciło się za fakt zakupu czystej MC a następnie rejestracji na niej wybranej płyty. Do tego państwo Digitalowcy dorzucali "wkładkę" czyli kartkę, napisaną na maszynie, z tytułem płyty i piosenek.

      Usuń
  3. Tak dla odmiany: Stare zdjęcie pierwszej pary przedstawia nieparzystą stronę placu (tę od strony Wydz. Architektury PW i Horteksu), a nowe parzystą (tę od strony biblioteki na Koszykowej i KFC). Widać po różniących się płaskorzeźbach.

    Czemu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu nie zwróciłbym na to uwagi. Inna sprawa, że pewne rzeczy wychodzą po zeskanowaniu zdjęć i powiększeniu na komputerze (jakiś czas temu sfotografowałem pewne osiedle nie z tej strony i musiałem tam wrócić, bo różnicę było widać dopiero na kompie).

      Usuń