16 lip 2016

Mariensztat i Nowe Miasto w XIX wieku

Podczas, gdy w wielu albumach o Warszawie  - a także i na tym blogu - co jakiś czas można znaleźć eleganckie zdjęcia Marszałkowskiej, Alej Ujazdowskich czy Jerozolimskich, warto sobie uzmysłowić, że istniała jeszcze druga strona medalu, czyli Warszawa, no, mniej elegancka. Dziwna zabudowa niczym z przedmieść, targowiska na których na pewno nie wszystko było pierwszej świeżości, rynsztoki itp. Dziś pary zdjęć z takich właśnie mniej reprezentacyjnych wóczas miejsc, sfotografowanych w XIX wieku oraz w 2016 roku. Co ciekawe, obecnie miejsca te stanowią po części atrakcję turystyczną.


Rynek Mariensztatu był wówczas faktycznie rynkiem (do dziś w wielu miastach używa się słowa "rynek" lub "ryneczek" nie tylko na opisanie placu z pierzejami, ale także na targowisko). Dziś jest może bardziej elegancki, bo nie ma tu cuchnących jatek czy pryzm nie wiadomo czego (węgla?), ale tak na dobrą sprawę, to niczego nie ma. Nieśmiertelny pub "Baryłka" i knajpa obok nie ożywiają okolicy. 

To ten sam rynek. W głębi widać przęsła wiaduktu Panzera, prowadzącego do mostu Kierbedzia. Owe filary rozebrano po wojnie (a szkoda, bo ładne były) i poprowadzono tamtędy trasę WZ i most Śląsko-Dąbrowski. 

Rynek Nowego Miasta, podobnie jak Krakowskie Przedmieście czy Nowy Świat, nie został po II wojnie odbudowany z zachowaniem wierności wyglądu kamienic. Wszystko sprowadzono - w ramach estetyzacji i stylizacji na XVIII wiek - do jednej wysokości. Na szczęście od pewnego czasu Nowe Miasto zaczęło żyć i choć nie jest tak zatłoczone jak Starówka (to też "na szczęście"), nie ma się wrażenia, że człowiek trafił do martwego miasta po skażeniu radioaktywnym.

A tu dyskusyjne jest czy obecnie jest lepiej, czy gorzej, ponieważ niemal cała ulica Rybaki - widoczna na zdjęciu - zniknęła z pejzażu Nowego Miasta. Akurat to zdjęcie przedstawia murowane domy (stojące do czasu II wojny nieopodal ulicy Mostowej, tam gdzie zrobiłem oryginalne zdjęcie), ale na Rybakach było też dużo drewniaków i domów - co tu kryć - przypominających lepianki. Na zdjęciu powyżej widoczny jest zajazd, który ma wejście trochę podobne do tego w starej Dziekance - półkoliste wgłębienie w fasadzie służyło temu, by mogły zawracać parkujące pod budynkiem powozy  (dotyczyło to ciasnych uliczek, w których trudno było wykręcić). Dziś już wszystko robi się pod potrzeby samochodów, więc jest ładnie, estetycznie i bez zbędnej ciasnoty.

Zdjęcia archiwalne pochodzą z albumu "Wspomnienie dawnej Warszawy" (vide: źródła). 

5 komentarzy:

  1. zabudowy Rybaków żal niewątpliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Wszystkiego żal, bo gdyby nie wiadome wydarzenia, to nie sądzę, żeby dziś były tam rynsztoki i takie tam. No ale jak się nie ma co się lubi...

      Usuń
    2. Dziś byłaby na Rybakach "warszawska Złota Uliczka" i tłumy by tam waliły.

      Byłem dziś na Mariensztacie - jest dokładnie tak, jak na Twoich zdjęciach, tylko słońce świeciło z innej strony.

      Usuń
    3. Może by i była. W sumie to by było miło.

      Usuń
  2. Ulica Rybaki (i jej jakby przedłużenie w kierunku Zamku - Bugaj), pomimo zachowania w dość niezłym stanie (jak na miasto po Powstaniu) została rozebrana do cna. Budynek Bugaj 14 (jedyny zostawiony) dostał gustowną wstawkę. Na Rybakach byłą nowoczesna (budowa druga połowa lat 30-tych) szkołą, która była cała (choć bez szyb), bo stacjonował tam do końca wermacht. Inne budynki były w różnym stanie, ale lepszym jak inne w mieście. Ale trzeba było zrobić "promenadę", aby klasa robotnicza miała gdzie spacerować po pracy. A mieszkać i uczyć się? No cóż, nie tyko tutaj domy spotkał ten los. A targ na Rynku Mariensztackim był do połowy lat trzydziestych. I jak zwykle "tylko koni żal". . .

    OdpowiedzUsuń