20 lut 2016

GTWB Akcja C - "Warszawa, czyli..."

No właśnie. W sumie dobrze, że jubileuszowa akcja GTWB daje dość duże pole do popisu, bo każdemu miasto kojarzy się z czymś innym. Albo może inaczej - każdy ma swoje miejskie priorytety. Jednego interesuje architektura, innego transport miejski a jeszcze innego, w jakiej knajpie może zrobić zdjęcie kebabu i walnąć na fejsa, instagram itp. Wybrałem kilka zagadnień dość oczywistych, ale w sumie niby dlaczego oczywiste mają nie być? Przy okazji ponarzekam, bo rozmowa o Warszawie bez narzekania to niemal jak "Dynastia" bez Alexis.


Warszawa czyli Centrum. Centrum jako dzielnica i jako środek miasta. Przez lata uznawano za ów skrzyżowanie Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich (zdjęcie "Stolica" nr 31 z 1978/2016), ale obecnie lokalizacja ta stanowi raczej zaczepienie, dosłownie i w przenośni, dla różnych reklam, a najwięcej ludzi i tak jest w Złotych Balasach.




 Warszawa, czyli Powstanie Warszawskie. Mniej lub bardziej słuszne, ale na pewno nieudane, gloryfikowane jest niemal niczym walka zwycięska. To trochę tak jak liczne mecze polskiej drużyny, które graliśmy z takim zapałem, jakbyśmy je wygrali, tylko żeśmy nie wygrali. Cóż. Na fotografii budowa barykady przy Chmielnej/Szpitalnej/Brackiej/Zgodzie. Foto "Stolica" nr 31 z 1979 oraz 2016.



 Warszawa, czyli dzieciństwo. Już wielokrotnie pisałem tu, iż przyszło mi spędzić jego znaczną część w Śródmieściu, bo chodziłem do podstawówki na Hożą. Na powyższej parze zdjęć bezpośrednie sąsiedztwo mojej szkoły, czyli ulica Wspólna, gdzie mieściło się, wśród ministerialnych gmachów, kino "Śląsk" (fot. "Stolica" nr 30 z 1958/2016). W VIII klasie byliśmy tam na filmie "Dirty Dancing", którego ówczesne tłumaczenie, "Wirujący seks", do dziś mnie rozczula. Obecnie film ma dystrybucję na DVD z oryginalnym tytułem.




Warszawa, czyli nieustanny plac budowy. Niezliczone inwestycje, przebudowy, odbudowy, rozbiórki i "rewitalizacje" to jeden z dyżurnych tematów w rozmowach o mieście, w którym cały czas coś się dzieje. Na fotografii plac Powstańców Warszawy (zdj. "Stolica" nr 30 z 1958/2016), którego niedawne odświeżenie zebrało wiele krytycznych słów (szczególnie donice, noszące znamiona pospiesznej prowizorki). Po lewej hotel "Warszawa", przed wojną Prudential, doprowadzony do stanu powojennego.



Warszawa, czyli skarpa i Powiśle. Tu obrazek wprawdzie powstańczy ("Stolica" nr 31 z 1970/2016), ale z okolic, bo z Oboźnej przy Browarnej. Powiśle lubię bardzo, o czym wiele razy wspominałem, a skarpa wprawdzie ma nie do końca wykorzystany potencjał, acz z drugiej stony wolałbym, żeby może do samego końca go nie wykorzystywać, co by się nią nie przewalały dzikie tłumy.

Skojarzeń ze słowem "Warszawa" jest oczywiście więcej. To tylko kilka z brzegu.

5 komentarzy:

  1. brzydkie miasto, betonowa pustynia, pełna agresywnych dorobkiewiczów w samochodach i wysysająca zasoby z reszty kraju - takie skojarzenia ma reszta kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kto ma rację?

      Marcin, który tu mieszka całe życie, czy człowiek, który zna Warszawę z wycieczki szkolnej, (plus być może wyjazdu służbowego) i relacji telewizyjnych z ul. Wiejskiej?

      Usuń
    2. ten drugi. ma obraz niezmącony.

      Usuń
  2. Skąd była robiona pierwsza fotka? Z dachu rotundy? A zaraz, czy przed przebudową Domów Centrum tam nie było jakiejś knajpy na tarasie? Coś mi się ckni...

    OdpowiedzUsuń