18 gru 2015

I znów jesteśmy na Krakowskim Przedmieściu lat 90-tych XXw.

...bo na Krakowskie czasem przyjemnie jest pójść. Znaczy się, lubię też pójść na inne ulice - a na Krakowskie najchętniej chodzę w dzień powszedni,  nie w weekend, bo nie jestem entuzjastą tłumów. Choć są tacy, co lgną jak trzoda do stada. Zdarza mi się, że gdy jestem w jakimś lokalu i siedzę w niemal pustej sali, pełnej stolików, to wchodzące osoby usiądą dokładnie koło mnie. Po co, żeby słuchać, o czym rozmawiam? Tak samo, gdy jakiś czas temu byłem w kinie, gdzie miejsca nie były numerowane, rodzinka z popcornem i darciem ryja usiadła - w pustej sali kinowej - dokładnie obok mnie (a wcale nie były to optycznie najlepsze miejsca). Jednak chyba przeszkadzało im rzucanie bluzgami, bo wkrótce poszli.

Ale wracajmy na Krakowskie.


 Tzw Dom Polonii.


 Wejście do Ministerstwa Kultury i Kordegarda.


I Mickiewicz, szukający portfela.


Archiwalne fotografie pochodzą z albumu "Warszawa" z fotografiami Jana Morka, wydanego w 1996 r. (vide: źródła) a współczesne zdjęcia to 2015 rok.

5 komentarzy:

  1. Taksówkarze kochają twórczość Canaletta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiwki duże dawał a nie tam od razu twórczość.

      Usuń
  2. jakiś ten stary świat bardziej słoneczny, a może kamery były kiedyś lepsze;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zieleni przybyło! a i jezdnia węższa ale to zawsze Krakowskie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ale"? to zieleni powinno być mniej, a jezdnia powinna być szersza? ;-)

      Usuń