20 kwi 2015

GTWB XC - "Moja mała Warszawa"

Podobnie jak we wpisie na blogu sąsiednim, skoncentruję się w akcyjnym wpisie na "mojej" Warszawie. Małej, bo obejmującej jakieś tam pojedyncze, niewielkie wycinki. I - paradoksalnie - nie przedstawię w ogóle miejsc, w których mieszkam lub mieszkałem. Pokażę za to te, z którymi w jakiś sposób jestem związany, mimo iż nawet ani razu w nich nie nocowałem. Chyba. A przynajmniej na trzeźwo.


Gdy byłem trochę młodszy, zazdrościłem nieco Stegnom i Sadybie (gdzie miałem dość spore przyległości rodzinno-towarzyskie) świetnego skomunikowania z Centrum i zabudowy w miarę z głową (nawet, jeśli chodzi o duże bloki, widoczne na zdjęciu), czego nie mogłem powiedzieć choćby o niedalekim Ursynowie. Na Stegnach czas spędzałem zawsze chętnie i przyjemnie - tak też jest do tej pory. Zdjęcie powyższe, pochodzące z lat siedemdziesiątych XX w., wykonano po pierwsze z terenu, na którym stoi dziś kościół (czyli okolice pętli Stegny), po drugie nie było jeszcze bloku, widocznego po prawej stronie, oraz kupy zielska. Dlatego na nowym (2015) zdjątku nie wygląda to dokładnie tak, jak na starym. No ale czasy się zmieniają a bloki obrastają w zieleń i styropian.





 To już Sadyba i szkoła podstawowa (a także gimnazjum) nieopodal ulicy Sobieskiego - ale nie wiem czy taki ma adres. Musiałem ustawić się pod innym kątem niż fotograf cztery dekady temy, bo ledwo cokolwiek widać przez chaszcze, nawet w porze bezlistnej, a na boisko szkolne tak sobie wejść ciężko. Do szkoły tej nie chodziłem, ale chodziła moja rodzina.



A skoro już o szkołach mowa, to - i to miejsce można obejrzeć również we wpisie na "Na zawsze Warszawa" - park Kultury i Wypoczynku, obecnie park Rydza-Śmigłego, był świadkiem moich rozlicznych wagarów na różnych etapach edukacji. Od podstawówki (nie byłem wzorowym uczniem, hehe) aż po studia. No a poza tym kręcono tu mój ukochany serial "W labiryncie" (na Sadybie, zresztą, też), o czym wielokrotnie było na tym blogu w dziale "film i serial".


Zdjęcia pochodzą z książki "Warszawa współczesna" (vide: źródła). Nówki sztuki to kwiecień 2015.

9 komentarzy:

  1. No, kiedyś tam można było na ławce spocząć i książkę poczytać... a teraz co najwyżej jakieś grzybki tam rosną i to zbyt szybkie żeby je zebrać ;->

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako dziecko mieszkałem na Służewie i sąsiednim Stegnom niczego nie zazdrościłem, wydawało mi tam się dość strasznie. I tak mi zostało. A na wagary chodziłem do Łazienek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A tu z kolei miejsca kompletnie mi nieznane, bo tylko jeden kolega mieszkał w okolicy, ale niespecjalnie się lubiliśmy (=odwiedzaliśmy).

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieciństwo spędziłam głównie na Ochocie i Woli, a potem zatoczyłam wielkie koło i znów powróciłam na Wolę. Przy okazji dzisiejszej akcji zerknęłam na okolice z dzieciństwa i stwierdziłam, że - podobnie jak wtedy - nie ma czego fotografować :( Nie jestem fanem kolorowego styropianu, a tym właśnie obłożyli mój stary blok, nie wygląda on niestety lepiej. Sadyba kojarzy mi się chyba tylko z "Klanem" :D i z kinem, które rozebrali w Stanach chyba gdzieś w latach 90. i zamontowali u nas parę lat temu, żeby nie było, że Warszawa nie ma wielowymiarowego kina...

    Że też akurat w tym jednym, jedynym przypadku zieleń przeszkadza, ech!
    VarSavskie pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Na Stegnach można było poskakać na skoczni (czas przeszły dokonany)

    OdpowiedzUsuń
  6. i dla mnie Stegny prezentują się dość ponuro... także w porównaniu z - pólnocnym, tym najbardziej idealistycznym - Ursynowem. nazwy ulic mają tam bajeczne, ale... tylko to. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bloki ustawione w szachownicę to nie to samo, co porządek na osiedlu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Krótko, szkoda, bo można poznać Warszawę z innej, niż medialna, strony. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń