11 lut 2015

Stare Miasto i Mariensztat 1964 czyli trzeźwi turyści i pijana latarnia

...i pół wieku później (i jeden rok):


Przed wojną ulica Mariensztat nie kończyła się na babie z kogutem (której tam nie było), tylko szła sobie aż pod kościół św. Anny. Dziś w tym miejscu jest skwerek na psie kupy.



 Wycieczka ogląda sobie bramę pałacu Branickich od Podwala.



A to już księgarnia na Rynku Starego Miasta - dziś zamiast literatów jest przekrzywiona latarnia.

Archiwalia pochodzą z "Warszawskiego Kalendarza Ilustrowanego" 1964. Nówki z 2015.

12 komentarzy:

  1. taak.... dawniej nawet pogoda i pora roku była lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. dlaczego tynki na Starówce zawsze, bez wzgledu na epokę, wyglądają, jakby miały 500 lat???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wojna, panie, wojna! ;-)

      Usuń
    2. Jaka tam wojna?! To po prostu zabytek, autentyczny zabytek! :-D

      Usuń
    3. I to nawet 50-letni zabytek ;)

      Usuń
    4. jak by Stare Miasto wyglądało jak nowe, to by się turystom myliło.

      Usuń
  3. I już na raty można było kupować;) myślałam, że to wynalazek bardziej współczesnych czasów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nad tym pomyśleć, to wciąż jest inaczej. Dzisiaj kupuje się na raty samochody i mieszkania, kiedyś - książki... ;)

      Usuń
  4. Książki wtedy były dostepne, a samochody raczej nie...a Strówka ma 60 lat i przez tyle lat nikt nie wymyslił solidnych tynków, to fakt..ale te odpoadające odpowiednio ja postarzają upodabniaja do innych starych domostw w Europie..Ciekawe zdjęcia, szkoda tego Mariensztatu, bo planujacy odbudowę nie planowali skwerków na kupy..chyba?

    OdpowiedzUsuń
  5. na zachodzie stare zabytki nie mają odpadajacych tynków.

    OdpowiedzUsuń
  6. np. w Amsterdamie, Paryzu, Brukseli....

    OdpowiedzUsuń