21 lis 2014

Kilka obrazków AD 1966 i 2014

Lata sześćdziesiąte na zdjęciach wyglądają dość kosmicznie. Dużo pustych przestrzeni, mało ludzi; jakby autorzy zdjęć robili je latem o 5 nad ranem. Dziś nawet w tych miejscach, gdzie nadal nie ma ludzi, jest przynajmniej naturalny parawan z zieleni (której - jak przekonywał felietonista w pewnym nowym piśmie warszawskim, nie będę podawał nazwy, żeby nie reklamować, bo nie warto - jest dramatycznie mało i trzeba, cytuję "ratować jej ostatnie enklawy"). Obejrzyjmy Warszawę sprzed niemal półwiecza.


 Zacznijmy od Nowego Miasta. Tył kościoła św. Jacka w porze (prawie) bezlistnej.



 Teraz pójdziemy na Stare Miasto i zatrzymamy się przy Kamiennych Schodkach. Jak to śpiewała Santorka, Kamienne Schodki, Brzozowa, Bugaj... - to wszystko tu jest.



A na koniec idziemy na plac Bankowy, wsiadamy w metro i jedziemy w cholerę.

Wrażeń dostarczył "Kalendarz Warszawski" z 1966 r.

4 komentarze:

  1. zalecenie z ostatniego zdania przydałoby się bardziej przy innym zestawie zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat Twoje dzisiejsze Kamienne Schodki jeszcze bardziej puste niż histeryczne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma Słowackiego i nie ma Felusia ale Bankowy najmniej porośnięty .
    Ale gdyby zejść Kamiennymi Schodkami to już widok na drugą stronę Wisły byłby zmieniony, zarośnięty..ale Florian i tak dominuje. Są więc stałe elementy z drzwiami czy bez.
    A Św, Jacek jest obecnie bardziej odgrodzony, tam była ścieżka,którą można było zejść ze skarpy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma Słowackiego i nie ma Felusia...

      ... lecz papież by się znalazł!

      Usuń