11 sty 2014

Kościoły św. Marcina i Jezuitów na Starym Mieście

Kościół św. Marcina przy Piwnej nie dość, że ma fajnego patrona, to jeszcze stoi na ulicy o miłej nazwie. Dlatego też jego zdjęć będzie więcej.

Widok przed 1939 r.

Ten sam widok w 1956.

I zbliżony w 2013.



Ołtarz w kościele św. Marcina przed 1939 i w 2013.

Kościół Jezuitów przy Świętojańskiej ma, rzecz jasna, mniej ekscytujące dane adresowe, zatem foto będzie tylko jedno.


Wnętrze sprzed wojny i w 2013 r. Te kolumny w obecnym kościele także się znajdują, ale nie mogłem ich sfotografować, bo stoją tuż przy kruchcie i nie byłbym w stanie ich objąć. Obiektywem, znaczy się.

 Archiwalne zdjęcia pochodzą z albumu " Kościoły Warszawy w odbudowie" (vide: źródła).


8 komentarzy:

  1. Rzadki(e dwa) przypadki, kiedy to obecne (powojenne) ołtarze podobają mi się bardziej, niż zabytkowe przedwojenne. Nawet w przypadku jezuickiego bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram, ale tylko w przypadku św. Marcina. Jego wnętrze jest może jedyną wojenną stratą, jakiej nie żałuję, tak mi się podoba to, czym je zastąpiono. Za to z zewnątrz dorobili mu hełm, a nie odtworzyli rzeźb na fasadzie - nie dość, że makieta, to jeszcze kłamliwa...

      Usuń
    2. zdaję się, że załgali tę makietę do końca odtwarzając rzeźby ostatnimi czasy.

      Usuń
    3. Bezhełmiasty był faktycznie zdecydowanie bardziej wyrazisty, natomiast co do wnętrz to musiałbym porównać na żywca (bo ze zdjęciami różnie to bywa), a to niestety jest niemożebne.

      Usuń
    4. @ Er: Te w niszach nieco powyżej ulicy? W zeszłym miesiącu jeszcze ich nie było.

      Usuń
    5. Piotrze, stoją (również te w niszach nieco nad poziomem ulicy) od jakichś trzech lat.

      Usuń
    6. Fakt!!! Nie zauważyłem!!!

      Usuń
  2. Jezuici za to mają imponujący kenotaf Tarły, którego historia rekonstrukcji i składania jest równie fascynująca jak historia misia zaklętego w księcia ... czy jakoś tak ;)

    Dzisiejsza wersja różni się od cenglerowskiej, która prawdopodobnie różniła się od oryginału, a problemem jest to, że nie zachował się żaden wizerunek z czasów, jak kenotaf stał sobie jeszcze o św.św. Pryma i Felicjana.

    OdpowiedzUsuń