30 sty 2014

Bazylika na Kawęczyńskiej


Widok z Otwockiej w 1945 roku.


Tu bardziej od strony Siedleckiej. Lata pięćdziesiąte XX w.


A tu ołtarz w 1956 r.

 Archiwalne zdjęcia pochodzą z albumu " Kościoły Warszawy w odbudowie" (vide: źródła). Współczesne fotografie to stan z 2013 r.

22 komentarze:

  1. O! Roztyła się po bokach. Tego nie wiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam uwiecznionego pana, któremu zawdzięczamy to, że na zdjęciach nie widać tych liści, które spadły z drzew.

    Mrówcza robota :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W 1956 nie było Bożego Narodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I polichromie, choć podobne, to jednak nie takie same...

      Usuń
  4. Ależ toto wielkie! Jak w jakimś Licheniu albo innym Rzymowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nasza kopia bazyliki św. P. za M., to musi być duża, nie?

      Usuń
  5. dziwne, że taki kolos znajduje się na takim zad... końcu świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o Licheniu czy o Rzymie*?

      * - Bazylika św. Piotra nie, ale już Bazylika Św. Pawła za Murami to właściwie jest na zadupiu.

      Usuń
    2. no ale nie bez bezpośredniej przyczyny.
      zresztą Watykan też jest "pod miastem".
      i też nie bez podobnej przyczyny.

      Usuń
    3. To już nie wina Szmulek, że się Warszawa kiepsko rozwijała w tym kierunku.

      Jakby wszystko szło, jak należy, to to byłby taki praski Pekin ;)

      Usuń
    4. Warszawskie Zatybrze, Warszawska Mala Strana, Warszawski Peszt, Warszawskie Podgórze... O, przepraszam.

      Usuń
    5. Z bazyliki na Kawęczyńskiej do Pałacu Kultury jest w prostej linii tyle samo co z Placu Wilsona, a mniej niż np. od pałacyku Szustra. Wku... mnie takie komentarze jak Era, bo to przez podobne myślenie tak unikalne dla Warszawy miejsca jak ciąg Ząbkowska-Kawęczyńska giną, gniją i są mordowane.

      Usuń
    6. Sprawdziłem jeszcze raz na mapie, pomyliłem się z pałacykiem Szustra. W tę stronę, tzn. wzdłuż Puławskiej, tyle samo co do bazyliki jest od PKiNu do skrzyżowania z Żywnego.

      Usuń
    7. czyli, widzisz - w pytę daleko.
      dlatego nikt tam nie jeździ, a wrony zawracają.

      Usuń
    8. poza tym, unikalne = dające się uniknąć, więc wszystko się zgadza.

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    10. Kraków jest jeszcze dalej od Pałacu Kultury, a walą tam tłumy turystów.

      Czy chcemy, czy nie, to nie odległość liczona w kilometrach jest wyznacznikiem "zadupności" danego rejonu.

      Nie martw się - po przeciwnej stronie Warszawy, w podobnej odległości od PKiN-u stoi arcyciekawy historyczny kościół(ek) św. Wawrzyńca i też pies z kulawą nogą doń nie zagląda. Tzn. ja zajrzałem, chociaż nie jestem psem z kulawą nogą.

      Usuń
    11. Er - a jakie są w Warszawie miejsca nie do uniknięcia? Nawet Ikee są dwie do wyboru.

      H-Piotr: Zadupie jest jednak słowem mającym pewien obiektywny sens, w odróżnieniu od wyrażeń takich jak "za kwaśne" czy "za mądre", które mają sens tylko subiektywny. "Zadupie" po prostu nie odpowiada w tym przypadku rzeczywistości. Jest natomiast wyrazem pogardy, nie wiem, na czym opartej poza stereotypami, ale na pewno szkodliwej. Skoro jesteśmy przy Kawęczyńskiej - np. z niszczenia Warszawy lewobrzeżnej za pomocą Trasy Świętokrzyskiej na estakadach między uniwersytetem a Tamką zrezygnowano już kilkanaście lat temu, a o projekt zniszczenia tej części Pragi nadal toczą się boje, właśnie dlatego, że środowiska opiniotwórcze mają to gdzieś i w większości nie wiedzą, że takie miejsca istnieją.

      Usuń
    12. "Zadupie" znaczy dla mnie tyle, co "miejsce, do którego (prawie) nikt poza mieszkańcami, nie ma po co jeździć, bo nic tam nie ma, a i mieszkańców nie jest aż tylu, aby na ulicach było "życie"".
      I nie ma to nic wspólnego z tym, czy to miejsce jest ładne czy brzydkie*, ani to, czy to blisko czy daleko**. Nie ma w tym (przynajmniej dla mnie) też pogardy - tak, jak nie ma jej dla mnie w słowie "blok". Zaproponuj inne słowo, które ma takie znaczenie, to może zacznę go używać zamiast "zadupia".

      A (niestety) zrezygnowano z estakady rozpruwającej Powiśle nie z powodu urbanistyczno-społecznej świadomości decydentów, a z powodu zbyt wysokich kosztów. Wszak Prostą od r. Daszyńskiego do r. ONZ-u będą wkrótce czynić śródmiejską ałtostradą.

      Rozumiem, że jako mieszkaniec prawego brzegu Wisły (bo przecież jednak nie Pragi, hłe, hłe) czujesz lokalną tożsamość, a jej częścią jest poczucie krzywdy wobec lewego brzegu Wisły, ale chyba ciut przesadzasz.

      * - OK, ciutkę ma, bo do pojechania do ładnego miejsca powodem może być sam fakt, że jest ładne, ale jednak mało kto regularnie bywa w jakichś miejscach (które są mu nie po drodze) tylko dlatego, że są ładne. No, np. Marcin w Parku Ujazdowskim i Zachęcie...

      ** - też ociupinkę ma, bo z dwóch równie pięknych miejsc prawdopodobnie będę bywał nieco częściej w tym, do którego łatwiej mi się dostać. I tu też Praga ostatnio dostaje po dłpie, ale to się może zmienić po otwarciu metroogryzka.

      PS. Ciekawe, czy ktokolwiek to przeczytał ;-)

      Usuń
    13. Przeczytałem, choć z poślizgiem.

      Wg Twej definicji Kawęczyńska aż do bazyliki nie jest zadupiem:
      "miejsce, do którego (prawie) nikt poza mieszkańcami, nie ma po co jeździć, bo nic tam nie ma" - sama bazylika jest czymś, ale tuż obok jest np. Fabryka Trzciny, gdzie byłem na kilku koncertach, których publicznością raczej nie byli okoliczni mieszkańcy, tylko tzw. warszawka. Jest też tuż obok szkoła wyższa, pokazywana niedawno przez Marcina, o ile pamiętam.
      "i mieszkańców nie jest aż tylu, aby na ulicach było "życie" - to kawałek normalnego, gęsto zabudowanego miasta, gdzie życia na ulicach jest więcej niż przeciętnie w W-wie.

      Myślę, że powodem rezygnacji z estakady nie były koszty - to mógłby być powód tylko do odkładania jej w czasie. Prosta ma być autostradą, co jest dowodem, że na fanaberie drogowców pieniądze znajdują się zaskakująco łatwo, ale już Świętokrzyska będzie zwężona. W tym samym czasie na Targowej ma nie być żadnych zmian, czyli nadal piesi pod ziemią, samochody na jezdni o przekroju szerszym niż autostrada i na chodnikach, o rowerzystach nikt nie słyszał.

      Lokalną tożsamość czuję, bo pochodzi stąd moja rodzina (ze starej Pragi i z Kamionka), a ja sam od wielu lat tu pracuję i na skromną skalę działam społecznie. Poza tym - zdziwię Cię - moim zdaniem Saska Kępa jest częścią Pragi w szerokim znaczeniu (za to na pewno nie jest częścią Grochowa). A poczucie krzywdy uważam za w pełni uzasadnione, to temat na długie osobne posty, ale weź choćby przykład podany przed chwilą - dysproporcję uwagi poświęconej przy okazji metra Świętokrzyskiej i Targowej, potencjalnie zresztą duuuużo piękniejszej ulicy.

      Usuń
  6. Większość z Warszawiaków zna Szmulki ze zdjęć i opowiadań oraz z obiegowych opinii. W zeszłym roku byłem na Szmulkach może ze 30 razy. To piękne, urocze miejsce. Tylko trzeba lubić takie klimaty

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie to miejsce kojarzy się przede wszystkim z koncertem Lisy Gerrard i Klausa Schulze.

    OdpowiedzUsuń