20 lis 2013

GTWB LXXIII - "Syrenka" 2010-2013

Dziś miesiąca dzień dwudziesty, czas zatem na post okazyjny.

Przyznam, że trochę zdziwiło mnie, że temat "Syrenka" do tej pory nie przeszedł jako temat oczywisty. Rozumiem potrzebę robienia postów o jesieni jesienią, o świętach w grudniu czy też o kwiatkach w maju, niemniej nieobecność naszego herbu, który daje bardzo duże możliwości, jeśli idzie o przedstawienie plastyczne, parodie, nawiązania i inne wariacje (tu odsyłam zainteresowanych do książki "Warszawa w karykaturze" i rozdziału o syrence właśnie), była dla mnie błędem niewybaczalnym. Ale na szczęście syrenka zawitała do GTWB i bardzo miło.

Wyjątkowo nie dam zdjęć bardzo starych - ba, te "archiwalne" mają tylko trzy lata, co chyba jest na tym blogu rekordem i to naprawdę niemal "wczoraj i dziś", jeśli o dosłowność idzie. Dwie syrenki istnieją, ale przeszły operacje plastyczne, a trzecia zniknęła i wróciła. I od niej zacznę.


Syrenka na kamienicy Wielądka przy Freta istniała od lat pięćdziesiątych, razem z "trójką murarską" i innymi sgraffitami. Niestety, czas i różne czynniki spowodowały, że malunki stały się coraz mniej czytelne, niektóre zupełnie zniknęły aż w końcu kamienicę zaczęto remontować i wszystko szlag trafił. Bałem się, że na zawsze, bo u nas różne rzeczy się dzieją (np. przedwojenną syrenkę na szkole przy Kolektorskiej zaklejono styropianem), a tu nagle niespodzianka - odrestaurowano nie tylko kamienicę, ale i malowidła na niej. Ciekawe tylko, jak z ich wytrzymałością, bo chyba nie są już wykonane tą samą techniką. Ale cieszę się. W sumie mało kto wie o tej syrence, mimo iż mnóstwo ludzi przechodzi obok tej kamienicy (jej bok wychodzi na kościół św. Jacka). Może dzięki remontowi przykuje ona wzrok większej ilości przechodniów?



Myślałem, że tego nie doczekam. O ile nie wiadomo nadal, kiedy i w jakim kształcie odbudowana zostanie hala na Koszykach, to stały sobie i niszczały dwa zachowane jej fragmenty z syrenkami właśnie. Ostatnio przechodzę ja sobie Koszykową a tu szok - coś się dziać zaczyna. Rzeźby odświeżone, w środku jakaś trędi knajpa...


Widoczna jest znaczna różnica między stanem syrenek sprzed trzech lat i obecnie. Chociaż pęknięć, jak widać, nie uzupełnia się. Może i dobrze - takie lekko podniszczone rzeźby wyglądają o wiele szlachetniej niż gipsowe cacka prosto z fabryki. Ale od szlachetnej patyny do ruiny droga niedaleka, co widać na przykładzie syrenek z dzisiejszego wpisu. Warto o tym pamiętać od czasu do czasu, bo nie jedyne to warszawskie obiekty, wymagające przynajmniej gruntownego wyczyszczenia.

A na moim drugim blogu wznowienie dawno nieoglądanego cyklu o syrenkach. Zapraszam.

6 komentarzy:

  1. Na pewno przykuje wzrok dzięki Twojemu wpisowi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po drodze na wystawę (może zdążę przed 15 grudnia) kupię kilo gwoździ aby przykuć wzrok.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że takie szczeliny można wypełniać żywicą, do pewnego momentu i wtedy przynajmniej się nie pogłębiają. Kto wie, może tu częściowo je czymś zatkali?

    OdpowiedzUsuń
  4. Sgraffito na Freta wygląd po renowacji odjazdowo. Natomiast tak, jak dawniej są techniczne kłopoty ze zrobieniem dobrych zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  5. to chyba był i jest fresk (albo sek), nie sgraffito?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, cholera... nieważne, Teraz to i tak już po ptokach. Grunt, żeby to nowe się utrzymało jako tako.

      Usuń