20 lut 2013

GTWB LXIV "Miś"

Niekoniecznie słowo "miś" kojarzy się z uroczym (mniej lub bardziej) niedźwiadkiem, słodko wyżerającym miodek z garnuszka. Dla znacznej części rodaków wyrażenie "Klimaty jak z Misia" oznaczają odniesienie do kultowej komedii Stanisława Barei, ukazującej wiele absurdów, oczywiście z przesadą, jakie towarzyszyły egzystencji w czasach PRL. "Misie" mamy zresztą do dziś - absurdy, nieudacznictwo i brak logiki wcale nie zanikły po 1989 roku.

Dziś dwa misie na miarę naszych potrzeb. Pierwszy z nich - o dziwo - niemiecki z okresu II wojny światowej.


Jak wiadomo, po upadku Powstania Warszawskiego wojska hitlerowskie z dość dużą zapalczywością i dokładnością niszczyły, co się dało w Śródmieściu Warszawy. Padły budowle, padły pomniki. Ale jeden nie padł - Jana Kilińskiego. Dlaczego? Ponieważ Niemcy sami go schowali w Muzeum Narodowym. Po co? Żeby zrobić na złość Polakom (w ramach kary za akcję sabotażową, podczas której Polacy podmienili niemieckie tablice na pomniku Kopernika, głoszące iż był on niemieckim astronomem, na polskie). Pomnik Kilińskiego został do końca wojny bezpiecznie przechowany przez samych okupantów, którzy nie zdążyli go zniszczyć albo o nim zapomnieli. Dzięki temu zaraz po wojnie wystawiono go w Alei 3 Maja, potem przestawiono na przedwojenne miejsce pośrodku placu Krasińskich, aż w 1959 przewieziono na Podwale, gdzie stoi do dziś.

Poniżej dwie sceny ze zdejmowania i przewożenia misia, ekhkm, znaczy się Kilińskiego z placu Krasińskich na Podwale. No i te same miejsca w 2013.





Szewc wyfruwa z placu Krasińskich...






... i ląduje na plandece na Podwalu.

Ponieważ do każdego tematu akcji GTWB pasuje tramwaj, dziś w ramach pojazdów szynowych kolejka, wywożąca gruz, związana z miejscem, w którym stoi obecnie pomnik Kilińskiego. Nazywał się ów placyk Piekiełko i w ramach powojennej odbudowy został uszczuplony o parę kamienic, co zresztą widać, porównując zdjęcia z lat 1945-2013.






A teraz - niestety - miś nasz. I nie chodzi mi o żywą zawartość tego budynku, bo z tego to już się nawet śmiać nie ma co. Ale, owszem, będzie Sejm.


Przed wojną zabudowania sejmowe wyglądały nieco inaczej, ale ze względu na pewnego rodzaju przewietrzenie rzeczywistości architektonicznej, jakie nastąpiło w Warszawie i nie tylko przez sześć kolejnych lat, trzeba było sejm zrobić na nowo. No i Bohdan Pniewski, gwiazda polskiej architektury, przygotował nowy remiks budynku przy Wiejskiej. Dodatkowo udekorowano go (budynek, nie pana Bohdana) płaskorzeźbami, których dziś nie widać z powodu... misia. Właśnie. Budynek sejmowy obsadzono iglakami, które rozrosły się do niebotycznych rozmiarów, zasłaniając praktycznie całą jego bryłę. Niestety, nie sądzę by ktoś coś z tym miał zamiar robić, bo zaraz grupa nawiedzonych osób zacznie stawiać znicze w miejscu wyciętych cisów i tuj, także na odsłonięty sejm możemy co najwyżej popatrzeć na starych (sprzed 1970 r.) zdjęciach.






Pogoda mi nie dopisała, gdy robiłem współczesne fotki, ale to naprawdę niewielka strata.





Misie archiwalne pochodzą z albumu "Warszawa 1945-1970" (vide: źródła).

7 komentarzy:

  1. No popatrz, nie rozpadł się, a Dzierżyński tak ;)

    Co do budynku sejmowego, zastanawiam się czy oni specjalnie tego lasu nie posadzili? Kiedyś go zupełnie zasłoni i demonstranci nie trafią. Swoją drogą kiedy wybory? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lavinko - Ba, przedwojenna robota!
    Co do wyborów:
    W 2014 - samorządowe i "europejskoparlamentarne"
    W 2015 - prezydenckie i parlamentarne.

    Marcinie - Jedna drobna uwaga, z Twojego opisu wynika, jakoby płaskorzeźby były powojenne z czasów remiksu Pniewskiego, a one są przedwojenne z czasów remiksu Skórzewskiego. Autorstwa oczywiście Jana Szczepkowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. też mi się wydaje, że to celowo. po iglakach bym nie płakał.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szabla sie odkleila temu misiu. Znaczy ten, no... palasz... rapier.

    OdpowiedzUsuń
  5. A misiem i tak najbardziej podoba kolejka, choć tymczasowa była :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,Miś" Barei to juz kultowy, bardzo znany film. Dlatego o nim nie pisałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niemcy w Warszawie, mimo wielkiej mojej wyobraźni, nigdy nie skojarzą misię z misiem.

    OdpowiedzUsuń