20 kwi 2012

"Poszukiwany poszukiwana" czyli Wisi, dynda i powiewa w LIV akcji GTWB

Co "wisi, dynda, powiewa"? A choćby peruka, spódnica, torebka i parę innych akcesoriów, niezdarnie noszonych przez Wojciecha Pokorę w filmie "Poszukiwany poszukiwana"Stanisława Barei, nakręconego w 1972 r. (premiera rok później). Dziś kilka plenerów, widocznych w kadrach, oraz te same miejsca w 2012 roku, czyli -jakby nie było - czterdzieści lat po nakręceniu.



Stanisław Maria Rochowicz vel Marysia robi zakupy, jak to w modzie bywało, na bazarku przy Polnej.



Rochowicz/Marysia musi nauczyć się chodzić jak kobieta, podpatruje zatem warszawianki i naśladuje ich kroki. Tu - z Ordynacką w tle.



Kontynuacja podrygów Marysi na Nowym Świecie.



"Marysia" opuszcza kamienicę, w której zamieszkuje z żoną. Kamienica przy Grzybowskiej 46 stoi. Jeszcze.



I większy kawałek kamienicy. Okienko, z którego macha filmowa żona Rochowicza, skrajne po prawej na najwyższym piętrze, jest obecnie zabite dechami...

Kolejne części plenerów z tego i innych filmów za czas jakiś.

Komu natomiast wszystko zwisa i powiewa, niech się lepiej ma na baczności...

16 komentarzy:

  1. Ha, ostatnio bylim przy tej kamienicy na Grzybowskiej - dziwne uczucie z takim ostańcem.

    OdpowiedzUsuń
  2. uwazam, ze kamienicę powinno sie odnowic i nawet dobudować to i owo z boku. Kamienica nie jest w złym stanie, grube, b. solidne mury i cegła, stoi nieremontowana od grubo przedwojnia, moze i sprzed 1 wojny i nic sie jej nie stało. Mieszkam niedaleko i powiem, ze ma swoj klimat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiałam się w pierwszym blogu, ale nie mogłam dodać komentarza. Fajnie podszedłeś do tematu. U mnie proza życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa ta kamienica przy Grzybowskiej, taka sierotka. Ciekawe czemu jest nieodnowiona, mam tylko nadzieję, że komuś nie wpadnie do głowy wyeksmitowanie jej mieszkańców, zburzenie i postawienie jakiegoś biurowca. A Pokora na Nowym Świecie - rozbrajający :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. o, też kiedyś oglądjąc ten film z DVD porobiłem na pamiątkę trochę skrinszotów z warszawskimi realiami wczesnych lat 70.
    ale głównie z jazdy Pokory po mieście na rowerze :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio siedziałam na ławeczkach z drugiej pary (oczywiście ławeczki 2012). Nawet nie wiedziałam, że to to miejsce. Chyba najwyższa pora kolejny raz obejrzeć ten film, choć oglądałam go już tyle razy.... a poszczególne sceny jeszcze więcej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czwarta para zdjęć - widać zachowaną, oryginalną kratę zwijaną. Pamiętam takie z lat siedemdziesiątych. Były wtedy bardzo popularne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że mimo wszystko można je jeszcze spotkać tu i ówdzie. Nie zniknęły jeszcze. I dobrze.

      Usuń
    2. Owszem, jeszcze są ale już nie tyle co kiedyś. Wychowałem się niedaleko sklepu, którego pięć witryn było zabezpieczonych takimi kratami (Delikatesy róg ul. Grenadierów i al. Waszyngtona). W tamtych czasach kraty te każdego dnia były podnoszone (rano) i opuszczane (wieczorem). Lubiłem przyglądać się jak ekspedientki specjalnym kluczem otwierały drzwiczki wnęki zawierającej mechanizm podnoszenia i opuszczania kraty, następnie zakładały korbę na mechanizm i kręciły.

      Usuń
    3. Jeszce jedno. Wieczorem po opuszczeniu kraty ekspedientki zamykały ją na kłódkę. Zarówno na kracie jak i na dole witryny znajdowały się specjalne "uszy". :-)

      Usuń
    4. Koło mnie jest sklep, w którym do dziś używają takiej kraty, ale teraz otwierają i zamykają ją "z wiertarki". Zresztą śmiesznie wygląda chłop trzymający wiertarkę na wysokości klejnotów i wwiercający się w ścianę.

      Usuń
    5. A tak, korbki były najlepsze. Musiało być to mocno upierdliwe, no ale dwa razy dziennie można było pomachać ręką, przynajmniej człowiek kondycji trochę złapał ;-) I oczywiście, racja, że już nie tyle co dawniej, ale mimo wszystko można się natknąć. Też mi się to podoba. Starych krat czar :-)

      Usuń
  8. Zawijane kraty jeszcze niedawno licznie występowały przy ulicy Kasprowicza, ale po inwazji banków nie wiem czy się ostała choć jedna...

    OdpowiedzUsuń
  9. haha! Jedna z najlepszych komedii i bardzo warszawska, super!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. O tak, ostaniec na Grzybowskiej zasługuje na lepsze otoczenie - ale i na przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń