Widok ze skrzyżowania Kruczej z al. Jerozolimskimi z góry i z dołu. Rozumiem, a przynajmniej tak wynika z reklamy, że w Smyku można aktualnie się nawalić.
"Smyk", z przeproszeniem, od tyłu. Istnieją dość eee kontrowersyjne wizualizacje z projektami zabudowy miejsca, w którym znajduje się parking za "Smykiem".
A to wejście do Delikatesów, w których nie pamiętam czy w ogóle byłem w środku. Serio.
Zdjęcia archiwalne pochodzą z wydanej w 1951 roku "Stolicy". Ich współczesne odpowiedniki wykonałem w 2011.




Czy w tej Stolicy z 1951 coś pisali o "prawicowo-imperialistycznych odchyleniach" architektury CDT?
OdpowiedzUsuńNie przypominam sobie, ale raczej nie. Inaczej nie poświęcaliby mu tyle miejsca.
OdpowiedzUsuńmam identyczne wspomnienia związane z tą placówką handlu uspołecznionego, co te w pierwszym akapicie ;-)
OdpowiedzUsuńw delikatesach byłem - tam właśnie zarejestrowałem tę nagłą zmianę związaną z transformacją ustrojową w 1989 - był to dla mnie pierwszy sklep, w którym okazało się nagle, ŻE WSZYSTKO JEST!
Ciekawy wpis. Zapraszam do siebie. Miłego dnia. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję za SMYKA , wróciły wspomnienia.
OdpowiedzUsuńPrzyjdź nad dolinkę jutro lub we wtorek. W niedzielę wyjeźdżam. Chciałabym Ci dać książki, o których pisałam. Mój telefon
604 086 058
Daj znać.
Dobrego weekendu.
Smyk jest fajny. Był fajny, bo jednak coś tam zawsze mama mnie i sobie kupiła, a ciężko było w latach 60 i 70tych. Teraz kupuję tam swojemu dziecku i w okresie zniżek da się coś kupić, bo poza tym jest tam b. drogo. Ale dobra jakość. Ale te ubikacje to mogliby wyremontować, bo może, ze je wyremontowali w 1989, ale minęło już 22 lata i kible się sypią.
OdpowiedzUsuńMam to samo, co koleżeństwo - wspomnienia z dziecięcych zakupów, może tylko hasło "Witaj szkoło", które nieodmiennie towarzyszyło zakupom nie wzbudzało już takiego entuzjazmu... brr!
OdpowiedzUsuńDla mnie "Smyk" to nie tylko wspomnienia z dzieciństwa. Ponieważ mam stosunkowa małą stopę :-) obuwie szkolne (i nie tylko) nabywałem w Smyku jeszcze w szkole średniej :-). Następnie w latach 90-tych ub. stulecia zaczęły się wyprawy z córką. Zarówno ja, w czasach dziecięcych, jak i moja córka, najchętniej "odwiedzaliśmy" stoiska z zabawkami. Jak strasznie dłużył mi się czas, kiedy moja mama zaczynała przegląd stoisk obuwniczo-odzieżowych.
OdpowiedzUsuńNatomiast Delikatesy były stałym punktem po zakończeniu "eksploracji" Smyka, i to zarówno kiedy jako dziecko chodziłem tam z rodzicami jak i jako ojciec z córką :-).
Mnie Smyk kojarzy się z dzieciństwa z tym, że po wyjściu z niego czekając na autobus przeczytałem w wieku 4 lat pierwsze słowa, wprawiając matkę w zdumienie, bo nie wiedziała, że uczę się czytać*. A były to słowa "Bar Praha Bar".
OdpowiedzUsuń* - Nie, nie uczyłem się sam z siebie :) Miałem 3 lata starszą koleżankę, która właśnie poszła do szkoły i "poznawała literki". To potem mnie w zabawie z nimi zapoznawała.
No i oczywiście schody ruchome i klatka schodowa z błyszczącą miką.
Pamiętam jeszcze jako CDT czyli Centralny Dom Towarowy - socjalistyczne centrum handlowe. Klatka magiczna była. A Centralny Dom Dziecka w Domu Jabłkowskich też z powodu witraże.
OdpowiedzUsuń