Żydzi w mieście
A wszystko, co dotyczy tematu, mieści się na zdjęciach ulicy Grzybowskiej, które obejrzeć można poniżej, oraz przy Tłomackiem.
Grzybowska to jedna z tych ulic, co to niby są od dawna i każdy wie gdzie są, ale - jakby to delikatnie ująć -nie przypominają siebie sprzed lat. Wspólnym mianownikiem obu wersji ulicy, i tej sprzed lat, i obecnej, jest totalny bajzel architektoniczny. No ale właściwie Warszawa z niego słynie...
No i skąd Żydzi - ano zamieszkiwało ich tu sporo (nie tylko tu, bo i na innych ulicach też, choćby na Nalewkach), mieli swoje sklepy, kultywowali obyczaje i modlili się choćby w synagodze Nożyków nieopodal placu Grzybowskiego, która szczęśliwie ocalała, a także nieco dalej, na Tłomackiem, "efektownie" wysadzonej w powietrze przez Niemców po upadku powstania w getcie. I właśnie Grzybowską z Nalewkami wybrałem, ponieważ zebrało mi się trochę zdjęć, związanych z Żydami. Niestety, część to już nie kultywowanie obyczajów a getto, którego założenie a następnie likwidacja doprowadziły praktycznie do zaniku tej narodowości w Warszawie.

Mur getta przy placu Grzybowskim - zdjęcie, oczywiście, sprzed 1943 roku, nowe z 2011.
Skrzyżowanie Grzybowskiej z Żelazną i wejście do getta. Daty jak w parze powyżej.
A to już czasy nowsze, rok 1960 i widok z Grzybowskiej w kierunku placu Grzybowskiego. Nawet w porze bezlistnej niewiele da się zrobić, gęste gałęzie drzew skutecznie przysłaniają to, co widać na starszej fotce. A na starszej fotce widać czubek synagogi Nożyków, która nadal stoi w tym miejscu, oraz narożną kamienicę placu Grzybowskiego i Próżnej, do dziś w opłakanym stanie.
Wielka Synagoga na Tłomackiem przed 1939 rokiem i to samo miejsce w 2011. Z synagogi nie zostało nic, z Tłomackiego mała uliczka, wciśnięta pomiędzy wieżowiec a ocalały budynek, w którym teraz mieści się Instytut Żydowski.Fotografie starej Grzybowskiej zamieszczone są w "Stolicy", natomiast zdjęcia Tłomackiego upubliczniono w albumie "Warszawa na starej fotografii" (vide: źródła).




Bardzo ciekawe, jak zwykle!
OdpowiedzUsuńczytuję od dawna Twój blog, ale ten wpis to mistrzostwo. Chcę takich więcej :)
OdpowiedzUsuńpzdr
Mimo że nie należę do antyfanklubu Błękitnego wieżowca, to synagogi żal mi okrutnie.
OdpowiedzUsuńno tak... Grzybowska, Nalewki...
OdpowiedzUsuńta pierwsza miała tyle szczęścia, że przetrwała jako ulica, a ostatnio nabrała nawet odrobinę - tak, tak - miejskiego charakteru.
druga... została tylko duchem, duchem ulicy. a może nawet upiorem....
tak, jak Krochmalna, ulica dzieciństwa Issaka Bashevisa Singera, biegnąca spod jego balkonu daleko, przez przedmieścia, gdzieś na Zachód, w daleki świat.
zostały po niej tylko jakieś dziwne okruchy.
Nalewki. Cóż, ani to dla mnie duch, ani upiór -coś innego, albo może jedno wielkie NIC. To przykład na to, jak ulica i całe życie na niej może zniknąć w ogóle. Coś jakby pstryk - i nie ma. I ostała się brama do parku Krasińskich oraz tory tramwajowe, malowniczo prowadzące do toi-toia, ustawionego centralnie.
OdpowiedzUsuńdla mnie właśnie te tory w bruku znikąd do nikąd są takim upiorem.
OdpowiedzUsuńkawałek martwego miasta... tym razem na prawdę.
Jak to - przecież prowadzą do przenośnej toalety!
OdpowiedzUsuńA tory z d... wyjęte są na placu Grzybowskim. Zabrali stare, oryginalne, po to żeby w nowym betonie odcisnąć coś, co je udaje - eee?
Tak sobie kiedyś siedziałem z mapą Warszawy przedwojennej i powojennej, i choć znam historię tych okolic, to nadal trudno uwierzyć, że tak dramatycznie to wszystko się zmieniło. O żydowskich mieszkańcach nie wspomnę, bo to już zupełnie inna historia.
OdpowiedzUsuńZamiast pisać, że lubię i że mi się podobało... kilka linków :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńhttp://bobemajse.blogspot.com/2010/11/102.html
http://bobemajse.blogspot.com/2010/10/wtedy-teraz-i.html
http://bobemajse.blogspot.com/2010/09/dawniej-dzis-i.html