
Tę drogę znam aż za dobrze... przemierzałem ją przez osiem lat, przynajmniej raz dziennie. Ale lubię te tereny i mam do nich wielki sentyment. Skrzyżowanie Hożej z Kruczą w 1963 i 2011. Nieopodal znajduje się księgarnia Odeon, która kiedyś tam dawno była księgarnią muzyczną - przepuszczałem w niej kasę na CD i angielskie periodyki (nie było jeszcze netu).Aha, te kwiatki na starszym zdjęciu - już tłumaczę. W tym miejscu stał kiosk z kwiatami, z którego zrobiono zdjęcie. Potem znajdował się tam blaszany warzywniak, średnio estetyczny. A teraz jest pusto.

Co jest na zdjęciu - widać. Ale kiedy zrobiono zdjęcie... cóż, sądzę że rozpiętość "pomiędzy 1955 a 1980" da się jakoś zawęzić.
Teraz będzie z wysoka i niska, no bo inaczej nie szło. Rok 1956 i budynki przy skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich z Kruczą. Rok 2011 i szmaty reklamowe na budynkach przy.... eeeech. I komu ta komuna przeszkadzała?*
A to już 1966 rok i budowa Ściany Wschodniej. Ściana się zmieniła, tramwaje także.
Źródłem fotografii archiwalnych jest książka „Warszawa – stolica Polski” z 1980 r. a wszystkie nowe fotografie pochodzą z marca 2011.
*żart




To drugie historyczne to też będzie najprawdopodobniej połowa lat 60, po autach patrząc.
OdpowiedzUsuńA propos Żbika - to ja owszem, bardzo, do tego obowiązkowo Tytusy, Relaxy (nie buty, jeno komixy) i Świat Młodych, za to Żurawi nie trawiłem ;)
W ogóle nie pamiętam PRLu, więc nie znam Żbików, Tytusów, Relaxów itd.. Ale akurat film "Lecą Żurawie" w przeciwieństwie do mojego przedmówcy bardzo... lubię to złe słowo. Przeżywałam. Pod każdym względem znajduję ten film jako doskonały:-)
OdpowiedzUsuńa co to za słup na jednym ze zdjęc? co ci ludzie tam robią?
OdpowiedzUsuń@varshava - gdyby Cię raz w miesiącu ciągnęli ze szkołą na "Żurawie", to też byś zwątpił, niezależnie od obiektywnych walorów tego filmu.
OdpowiedzUsuń"Lecą żurawie" są dla mnie niestrawne, bo nie lubię kina z wojną w tle. Niezależnie od tego czy Kloss, Pianista, Pancerni czy Korczak. Nie i już.
OdpowiedzUsuńAle wojenne filmy to takie horrory zmultiplikowane.
OdpowiedzUsuńA skąd. Żadne horrory. Prawdziwe horrory są zabawne. A wojenne są dla mnie albo smutne, albo smętne, albo irytujące.
OdpowiedzUsuń