26 mar 2011

Centralnie i peerelowsko

Znów sięgam do okresu, gdy żarło się w barach mlecznych, czytało „Żbiki” i oglądało „Lecą żurawie”. Dziś ścisłe centrum i tym razem w większości datowane.


Tę drogę znam aż za dobrze... przemierzałem ją przez osiem lat, przynajmniej raz dziennie. Ale lubię te tereny i mam do nich wielki sentyment. Skrzyżowanie Hożej z Kruczą w 1963 i 2011. Nieopodal znajduje się księgarnia Odeon, która kiedyś tam dawno była księgarnią muzyczną - przepuszczałem w niej kasę na CD i angielskie periodyki (nie było jeszcze netu).

Aha, te kwiatki na starszym zdjęciu - już tłumaczę. W tym miejscu stał kiosk z kwiatami, z którego zrobiono zdjęcie. Potem znajdował się tam blaszany warzywniak, średnio estetyczny. A teraz jest pusto.




Co jest na zdjęciu - widać. Ale kiedy zrobiono zdjęcie... cóż, sądzę że rozpiętość "pomiędzy 1955 a 1980" da się jakoś zawęzić.



Teraz będzie z wysoka i niska, no bo inaczej nie szło. Rok 1956 i budynki przy skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich z Kruczą. Rok 2011 i szmaty reklamowe na budynkach przy.... eeeech. I komu ta komuna przeszkadzała?*



A to już 1966 rok i budowa Ściany Wschodniej. Ściana się zmieniła, tramwaje także.

Źródłem fotografii archiwalnych jest książka „Warszawa – stolica Polski” z 1980 r. a wszystkie nowe fotografie pochodzą z marca 2011.

*żart

7 komentarze:

  1. To drugie historyczne to też będzie najprawdopodobniej połowa lat 60, po autach patrząc.
    A propos Żbika - to ja owszem, bardzo, do tego obowiązkowo Tytusy, Relaxy (nie buty, jeno komixy) i Świat Młodych, za to Żurawi nie trawiłem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogóle nie pamiętam PRLu, więc nie znam Żbików, Tytusów, Relaxów itd.. Ale akurat film "Lecą Żurawie" w przeciwieństwie do mojego przedmówcy bardzo... lubię to złe słowo. Przeżywałam. Pod każdym względem znajduję ten film jako doskonały:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. a co to za słup na jednym ze zdjęc? co ci ludzie tam robią?

    OdpowiedzUsuń
  4. @varshava - gdyby Cię raz w miesiącu ciągnęli ze szkołą na "Żurawie", to też byś zwątpił, niezależnie od obiektywnych walorów tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Lecą żurawie" są dla mnie niestrawne, bo nie lubię kina z wojną w tle. Niezależnie od tego czy Kloss, Pianista, Pancerni czy Korczak. Nie i już.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale wojenne filmy to takie horrory zmultiplikowane.

    OdpowiedzUsuń
  7. A skąd. Żadne horrory. Prawdziwe horrory są zabawne. A wojenne są dla mnie albo smutne, albo smętne, albo irytujące.

    OdpowiedzUsuń