Zacznę najpierw od zdjęć a potem ad rem.


Fotografia górna została wykonana przed II wojną światową. Na Tłomackiem - placu, którego już nie ma, został po nim jedynie mały skrawek uliczki - stała wielka synagoga, wysadzona przez hitlerowców podczas wojny. Na zdjęciu z 2010 roku widać, co w tym miejscu powstało. Synagoga nie została nigdy odbudowana, podobnie jak cała żydowska dzielnica, znajdująca się w okolicy Tłomackiego i Nalewek właśnie.

A to już ulica/plac Tłomackie przed wojną i zaprojektowane przez Szymona Bogumiła Zuga budynki przy nim. Po wojnie cały teren wchłonięty został przez Trasę WZ i ocalały jedynie szczątkowe budowle (Biblioteka Judaistyczna, "Gruba Kaśka" i kamienica Lilpopa). Akurat tak się składa, że z powyższej fotografii do 2010 nie ocalało nic.

A to taki epilog - stojący na miejscu Wielkiej Synagogi wieżowiec także uległ zmianom na przestrzeni dziejów: zdjęcia odpowiednio z 1988 i 2010 roku.
A teraz do rzeczy:
Zamieszczone dziś zdjęcia niech będą pretekstem do skreślenia kilku słów o książce „I była dzielnica żydowska w Warszawie”. To trochę stara, trochę nowa publikacja, bo zawiera w większości materiały, które kilkanaście lat temu ukazały się drukiem, niemniej złożona jest na nowo w pewną całość. Introdukcję do części zasadniczej stanowi wspomnienie Bartoszewskiego o Edelmanie, natomiast potem treść podzielona jest następująco: wspólna rozmowa obu autorów, następnie relacje z dwóch stron muru getta (najpierw Bartoszewskiego, potem Edelmana) a na koniec wspólny spacer obu pisarzy po terenie dawnego getta Warszawskiego.
Marek Edelman, podczas wojny członek Żydowskiej Organizacji Bojowej i jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim wiosną 1943,oraz Władysław Bartoszewski, podczas okupacji członek Rady Pomocy Żydom, opisują z dwóch różnych perspektyw przygotowania i przeprowadzenie akcji zbrojnej w getcie. Obaj autorzy i jednocześnie bohaterowie tej książki nie spotkali się podczas owych wydarzeń; znając się tylko ze słyszenia, dopiero po latach nawiązali kontakt.
To jest bardzo szczególna książka. Trudno przy niej wykrzyknąć entuzjastycznie: „Fajna lektura!” czy „Super powieść”. Bo książka ani nie jest fajna, ani miła, a po je przeczytaniu wcale człowiekowi nie jest lepiej. Niemniej, jest to fascynująca i trzymająca w nieustannym napięciu opowieść o ludzkiej desperacji i bohaterstwie. O tym, że - nawet gdy brak nadziei na cokolwiek – ludzie starają się ostatnimi siłami chwytać życia, nie pozwalając go sobie tak po prostu odebrać.
Cóż można rzec, gdy czyta się opis – tu zwłaszcza szokująca jest relacja Edelmana – wszelkiego rodzaju represji, jakie dotknęły ludzi tylko ze względu na pochodzenie? Zadziwiające jest, że – jak pisze Edelman – Żydzi do końca nie byli pewni, jaki los gotują im hitlerowscy oprawcy, stąd początkowo dość biernie reagowali na sam fakt tworzenia getta. Dopiero, gdy zaczęło brakować pracy, żywności, przepływu informacji i godnych warunków do życia, część z nich starała się przeciwstawić nazistom. Ci jednak, dzięki umiejętnej manipulacji, byli w stanie podporządkować sobie tak zwany ogół, który do końca (to jest aż do wywiezienia do obozów) wierzył w różne zapewnienia i obietnice. Szczególnie potworne są relacje, opisujące jak brak wiedzy na temat tego, co się dzieje poza murem, oraz desperacja ludzka, spowodowana głodem i nadzieją na lepsze życie, doprowadzała do tego, że Żydzi praktycznie sami oddawali się w ręce hitlerowców i – do ostatnich chwil nieświadomi – dawali się ładować do wagonów, wiozących ich na pewną śmierć. Lektura to z jednej strony wciągająca, z drugiej przerażająca - nie paraliżują może same liczby i ogólne informacje, ale konkretne przykłady: opisane są ostatnie chwile różnych przedstawicieli społeczności żydowskiej, tych anonimowych i tych znanych, np. Janusza Korczaka.
Poza relacjami Edelmana i Bartoszewskiego książka zawiera także fragmenty różnych dokumentów, odnoszących się do kwestii żydowskiej i jej „ostatecznego rozwiązania”. Jednym z bardziej wstrząsających jest słynny Raport Stroopa, w którym dowódca niemieckich sił likwidacyjnych szczegółowo opisuje tłumienie żydowskiego oporu. Retoryka tego specyficznego dokumentu jest bardzo wymowna – niemieccy żołnierze przedstawieni są jako bohaterowie, którzy walczą z bezwstydnymi bandytami. Dodatkową wartością pozycji są liczne fotografie, niektóre z nich bardzo rzadkie, przedstawiające zarówno działania ze strony żydowskiej, polskiej i niemieckiej, jak i samą Warszawę, bezpowrotnie odchodzącą, paloną, niszczoną.
„I była dzielnica żydowska w Warszawie” to lektura – mimo skrajnie drastycznych treści – niezmiernie wciągająca. Trudno powiedzieć, by była to typowa książka do poduszki, ale warto zapoznać się z jej treścią, choćby po to, by nie zapomnieć tego, co – miejmy nadzieję – już więcej się nie wydarzy. Wartka narracja i spójny charakter tekstów tworzą intrygującą opowieść o dramatycznych okolicznościach, w jakich odchodził pewien świat. Zginęli ludzie, zniknęły ich domy, wojenne działania pochłonęły całą dzielnicę, która nigdy się nie odrodziła. Tam, gdzie było getto, stoją nowe budynki lub rośnie trawa. Warto przejść po mieście i obejrzeć tabliczki, ustawione w miejscach, gdzie niegdyś znajdowały się bramy getta. Warto pamiętać o tym, choćby po to, by nigdy nie wróciło.
„I była dzielnica żydowska w Warszawie” Władysław Bartoszewski, Marek Edelman, Literatura Faktu PWN, 2010. Archiwalne materiały fotograficzne pochodzą z pisma "Stolica" i z "Korzeni miasta" (vide: źródła).




Nie przeczytam, bo nie chcę się dołować. Dość mam swoich kłopotów i zmartwień.
OdpowiedzUsuńNo, mistrzu, nie spodziewałem się takiego tekstu poważnego tutaj. Chapeau bas. A książkę miałem i tak przeczytać i jeszcze bardziej mnie zachęciłeś. Dzięki!
OdpowiedzUsuńJestem mieszkańcem Nowego Miasta Lubawskiego, jednego z trzech miast położonego w granicach historycznej ziemi lubawskiej. Trafiłem do Ciebie przez przypadek ale mimo wszystko będę tu czasem zaglądał. Podobają mi się Twoje zdjęcia oraz to co robisz. Pokazujesz Dawną i obecną Warszawę, opisujesz to czego już nie ma...
OdpowiedzUsuńGratuluję wspaniałego bloga :)
Wow, Marcinie! Chyba najdłuższa forma i to całkiem na serio.
OdpowiedzUsuńCzasy to były straszne, dobrze że takie książki wychodzą. Niech młode pokolenia wiedzą, jak było.
Bardzo mi się podoba ta forma - połączenia obrazków z recenzją książki. Ja dopiero zacząłem ją przeglądać, ale już mi się zdaje, że będę miał zdanie (o książce oczywiście) nieco odmienne.
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałem, choć może przeczytam. O obiektywizmie Edelmana słyszałem... różne opinie. Polecam wyguglać hasła "Żydowska Organizacja Bojowa" (to ta, w której walczył Edelman) oraz "Żydowski Związek Wojskowy" (to ten, w którym nie walczył Edelman).
OdpowiedzUsuńCo do zdjęć - dzisiejsze zdjęcie z pierwszej pary przedstawia Błękitnego Kloca z innej strony, niż powinno. Synagoga stała przodem do Grubej Kaśki (studni), więc aby dzisiejsze zdjęcie odpowiadało wczorajszemu w jak największym stopniu, powinieneś był stać na przystanku tramwajowo-autobusowym na trasie WZ w stronę Woli.
@I am I - chętnie przeczytam Twoją recenzję
OdpowiedzUsuń@H_Piotr - dzięki, jakoś zdawało mi się zawsze, że stała frontem gdzie indziej (tak, tak, wiem, ortofoto). Poprawkę naniosę dnia wolnego za światła.
Co do Edelmana, też czytałem różne opinie i konflikt o dziedzictwo kombatanckie i "bycie zasłużonym" ŻOB/ŻZW jest mi znany, ale nie śmiałbym w żadnym stopniu oceniać tych organizacji. Natomiast faktem bezspornym jest, że książka mi się podoba i uważam ją za wciągającą. Niezależnie od kontrowersyjnej zawartości. Zresztą, większość książek o II wojnie światowej w jakimś tam stopniu może być zakwestionowana pod kątem obiektywizmu. Bo nie ma obiektywnych relacji. Choć rzucają się w oczy pewne prawidłowości, gdy się czyta czy o powstaniu w getcie, czy o 1 sierpnia 1944, czy o jakimkolwiek innym zrywie, ale może nie będę już wywoływać awantur i zachowam wnioski dla siebie.