Zgodnie z obietnicą wracamy jeszcze na chwilę na ulicę Mokotowską w celu przyjrzenia się zmianom, jakie zaszły na przestrzeni ostatnich siedmiu dekad w tej okolicy. Na początek lekki wstrząs - może nie hitchcockowskie trzęsienie ziemi, choć blisko. W środku uspokojenie a na koniec lekki niesmak. Nie pierwszy i nie ostatni raz.


Budynek na zdjęciu powyżej (1938 r.) i na zdjęciu poniżej (2010 r.) to ten sam adres: Mokotowska 59. Podobnie jak pokazywana wcześniej kamienica nr 57 (ta z krakowiakiem i góralem) przed wojną należał do hr. Mroczkowskiego. Podczas wojny kamienica uległa zniszczeniu do tego stopnia, że wyburzono ocalałe fragmenty ściany frontowej a z pozostałości oficyn stworzono od nowa praktycznie nowy twór - blok, który przez kolejne dekady straszył, do niczego na Mokotowskiej nie pasując. Ostatnio tak zwany "deweloper" postanowił ów blok nieco uszlachetnić i przerobić na apartamentowiec. W wyniku owych działań budynek nadal nie pasuje do niczego, ignorując kompletnie pozostałą zabudowę ulicy, ale za to jest czysty i nowy a mieszkania za metr kosztują tyle, co... zaraz policzę.... nosz cholera, nie mam tyle miejsca na wyświetlaczu w kalkulatorze.


Kamienica W. Bychowskiego (Mokotowska 61) spośród trzech dziś prezentowanych budynków miała chyba najwięcej szczęścia. Porównanie zdjęć z 1938 i 2010 roku aż tak bardzo nie boli, jak poprzednia para i aż tak bardzo nie prowadzi do mdłości, jak następna.


Narożna kamienica na Wilczej i Mokotowskiej, pod numerem 63, została prawie tak samo odbudowana po wojnie. Prawie przypomina to, czym była wcześniej. Prawie się nie różni i prawie nikt nie zwróci uwagi na fakt, że te obecne kolumienki są prawie tak wypukłe, jak na zdjęciu z 1938, że balkony prawie się nie różnią (szczególnie ilością) i że obramowania okien są prawie takie same, jak kiedyś.
Archiwalne fotografie pochodzą z "Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy" (patrz: źródła).
Jajako narzekacz zawodowy powiem tylko, że ostatnią kamienicę też mogli przerobić na blok, a jednak jakoś tam od biedy ujdzie - nie wytrzymuje oczywiście porównania do historii, ale w zalewie beznadziei okolicznej nie jest źle.
OdpowiedzUsuńZ nową Mokotowską 59 nie jest tak źle, jak dla mnie wyszedł całkim sympatyczny neomodernizm, który komponuje się z resztą. No chyba, że uznamy iż w tym miejscu pasowałaby tylko rekonstrukcja przedwojennej kamienicy ew. tego typu historyzm.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę to tę ulicę morduje się teraz (w tej chwili), przerabiając ją na parking - sprawa dobrze znana. Potworna zbrodnia.
Umówmy się, 2 para zupełnie nie boli. Za to 1... to byłby nawet łany budynek. Ale nie w tym miejscu. Nie doklejony do stylowych kamienic. Gdzieś, w nowszej części miasta - czemu nie. Jako plomba nie pasuje zupełnie. :(
OdpowiedzUsuńLubię tę ulicę.
OdpowiedzUsuńReszta moich zdjęć z Powązek jest w moim drugim blogu
http://haneczka1950.blox.pl
Zapraszam, bo napisałeś, że wolisz Powązki od Wólki. Ja zresztą też.
Pozdrawiam.
hanula1950
Dla mnie ten blok nie jest ani specjalnie ładny, ani brzydki, tylko po prostu bezjajeczny. Natomiast zohydza mi go wstawienie pomiędzy stylowe kamienice.
OdpowiedzUsuńCo do narożnika - wiadomo, lepiej że "jakoś tam" odnowili niż mieli by zrobić blok, budę z kebabem czy skwer, ale to pocieszenie z serii "Ciesz się, że nie szczekasz". Moim zdaniem, oczywiście.
Ja tam się cieszę, że nie szczekam :P
OdpowiedzUsuńNie no bo mnie tam trochę podtentegowują takie porównania w stylu "Jak na nasze warunki to nie jest aż tak źle" (w domyśle: mogło być jak na przedmieściach Charkowa) albo "Nasza drużyna, jak na swoje możliwości, zagrała nieźle - przerąbała tylko 0:6" itp.
OdpowiedzUsuń