Są takie chwile, że nie wiem czy bardziej wbijają mnie w glebę fotografie Warszawy zniszczonej, zrujnowanej, czy tej, która istniała dosłownie chwilę przed gehenną. Dziś zestaw zdjęć, w którym dołowanie wygrywa 2:1.


To jest jedno z tych miejsc, w których czas się zatrzymał. Powstały w latach trzydziestych blok przy ulicy Wiejskiej 14 znajduje się tam do dziś. Modernistyczna prostota trzeciej dekady ubiegłego wieku mimo wszystko bardzo się różni od modernistycznej prostoty, jaką obecnie proponują pożal się Boże architekci dla tzw. deweloperów. Kurczę, blok niby jak blok - prosty i kanciasty, bez żadnych ozdób (wiadomo, modernizm był zawsze upośledzony względem poprzednich epok, hehe), ale mimo wszystko, gdy się na niego patrzy, to człowiek ma wrażenie, że spogląda na solidną architekturę o stabilnej konstrukcji i jakimś tam pomyśle. A te dzisiejsze pudła... yyy... zrzędzę, jak stary dziad, ale i tak wyjdzie na moje, bo z tego nowego szajsu dziś nic nie zostanie, a ludzie dalej będą pamiętali i uczyli się o Szanajcy, Lachercie, Pniewskim czy Brukalskich.


A teraz już przestaje być zabawnie. Tak, jak na górnym zdjęciu, wyglądało samo serce miasta, obecnie nazywane Rondem Dmowskiego, w okolicach 1930 roku. Czyli osiem dyszek temu. Przyszła wojna i... nie ma. Ja tam rotundę nawet lubię i nie mam nic przeciw niej (nawet ostatnio się wzburzyłem na wieść o jej proponowanym zburzeniu i zastąpieniu szklaną repliką), ale jak popatrzę na to, co było tam wcześniej... żeby było zabawniej: ruiny istniały w tych miejscach do późnych lat sześćdziesiątych, co widać np. w filmie "Mocne uderzenie", z którego zdjęcia jakiś czas temu tutaj prezentowałem.


No i jeszcze raz to samo miejsce, tylko widok nieco bardziej na zachód. Po lewej, tam gdzie dziś znajduje się wejście do metra Centrum, stał w 1930 dworzec kolei warszawsko-wiedeńskiej. W połowie lat 30 pojawił się tam jeden z bardziej pechowych w stolicy budynków, dworzec główny, który budowano właściwie aż do 1939 roku... ale o tym może innym razem.
Zdjęcia archiwalne pochodzą z pozycji "Warszawa - o zniszczeniu i odbudowie miasta" oraz "Warszawa nieodbudowana - lata trzydzieste" (vide: źródła).
Ja tam też Rotundę lubię, ale te prześcieradła na Universalu i samej rotundzie, a także na DT Centrum... ech, trzeci świat. A przedwojenny Dworzec Główny to faktycznie temat na osobny wpis.
OdpowiedzUsuńczego się czepiać. przecież nowe centrum jest fajne, Marszałkowska szeroka - jest miejsce na pochody i tak dalej. a wcześniej to była burżujska dzielnica. co z tego, że piękniejsza...
OdpowiedzUsuńściana wschodnia ma swój klimat. Mają teraz postawic szklaną Piramidę na miejsce kina Relaks.
OdpowiedzUsuńStrasznie mi szkoda tej przedwojennej Warszawy. Było w niej coś bardziej światowego niż to co powstało po wojnie.
OdpowiedzUsuńcierpię jak widzę zdjęcia przedwojennej Warszawy - ruch, smak, styl, wszystko stanowi zgrabną i elegancką całość. A teraz od sasa do lasa...eh...
OdpowiedzUsuńWspółczesna architektura współgra ze współczesnymi mieszkańcami Warszawy, tak jak przedwojenna korespondowała z warszawiakami autentycznymi (no, może i wtedy zdarzał się taki Dyzma, ale dziś to już Dyzmów mamy w przewadze).
OdpowiedzUsuń@Cozerka - na starych zdjęciach rzadko widać syf, bo go tak namiętnie nie fotografowano. Ale zgadzam się, mam podobne odczucia.
OdpowiedzUsuń@I am I - wiesz, że coś w tym jest...