

To ulica Smulikowskiego i gmach Związku Nauczycielstwa Polskiego w latach 30. XX wieku oraz w 2010 roku. Trochę dziwna to ulica - z jednej strony cała w zabudowie lat trzydziestych, i to dość różnorodnej, z drugiej - zwyczajnie pomijana (żeby nie rzec "olewana") w turystycznych, laickich omówieniach architektury przedwojennej. Szkoda.


Blok przy Bartoszewicza 1a, sensacyjnie wysoki wówczas budynek może dziś już nie robi takiego wrażenia, ale w okresie międzywojennym takie budownictwo było w Warszawie szczytem nowoczesności.


Nieźle się trzyma blok przy Bartoszewicza 7; od lat 30 XXw. prawie się nie zmienił - co jakiś czas przydałoby się jedynie czyszczenie elewacji.


I na koniec, żeby nie było tak różowo... stare wejście na baseny Legii przy Łazienkowskiej. Kiedyś szał, szczyt nowoczesności w branży architektonicznej a dziś... szkoda gadać.
Fotografie archiwalne pochodzą z książki "Warszawa nieodbudowana - lata trzydzieste" (vide: źródła). Nowe zdjęcia wykonałem w 2010 r.
Rzeczywiście, szkoda gadać. Dziś idę na zwiedzanie Mokotowa z Traktem. Jutro też.
OdpowiedzUsuńDobrego weekendu.
hanula1950
Co do Legii - Dla mnie to wciąż jest szczytowe osiągnięcie w branży arcfhitektonicznej, a że zanidbane... to już zupełnie inna historia.
OdpowiedzUsuńCo do ul. Smulikowskiego - A co to są "turystyczne, laickie omówienia architektury przedwojennej"? Bo ja w ogóle czegoś takiego nie kojarzę. Z chęcią poczytam/pooglądam obrazki.
Eee, może się zbyt ogólnie wyraziłem, ale w wielu książkach, przeznaczonych dla osób nie zainteresowanych architekturą, omawiane są w kółko te same miejsca: Starówka, Łazienki, Wilanów, Trakt Królewski. A takie schowane w sumie niedaleko perełki zupełnie nie istnieją.
OdpowiedzUsuńJak ktoś pisze książkę o Warszawie (przewodnik), to musi się zastanowić do kogo ją pisze, ilu ludzi ją kupi i jeszcze jak długo zajmie mu pisanie jej.
OdpowiedzUsuńZ dośiwadczenia wiem, że dla większości ludzi budynek jest tylko tłem do opowiadań o ludziach, którzy tu mieszkali/działali. Ten budynek wydaje się ciekawy, przy którym usłyszało się ciekawą opowieść. Naprawdę mało kto zwiedza architekturę dla samej architektury. Może Ty, ja i kilka osób, które znamy, jesteśmy nielicznymi wyjątkami. A może jest to wielki, nierozpoznany segment rynku? Kto wie...
W idealnym socjalizmie dostałbyś tyle samo pieniędzy za napisanie książki o architekturze lat 30-tych na północnym Powiślu, jak i za przewodnik po Starówce, Łazienkach i Wilanowie. Wtedy na pewno pojawiłyby się również licznie książki o funkcjonalizmie.
Bardzo dobrą robotę robisz swoim blogiem pokazując ludziom, że to nie przesada, kiedy warszawiacy tesknią za przedwojenną Warszawą, że to nie przesada, kiedy mówi się o Warszawie jako jednym z trzech (z Katowicami i Gdynią) miast z największą liczbą budynków funkcjonalistycznych itp itd.
Dzięki za te kamienice (nawet jeśli to nie są typowe stricte-kamienice). Dobrze, że są, nawet jeśli przybrudzone - może nawet zresztą dzięki temu, że są mało eksponowane, nie kuszą miłośników aparamęętowców czy innych biurkowców.
OdpowiedzUsuń@Hrabio - ja to wszystko wiem, ale mimo to szkoda. A istnieje też, oczywiście, druga strona medalu, o której wspomina Stoliczny/I am I.
OdpowiedzUsuń@Hrabia Piotr 01 - Legia - zgadzam się z Tobą absolutnie.
OdpowiedzUsuń@Hrabia Piotr 02 - z tym "tłem do opowiadań o ludziach" nie mogę się do końca zgodzić. Historia mieszkańców to jedno, a "życie" budowli to drugie. Wiem, że to ludzie tworzą "życie" danego budynku, ale czy to nie działa w drugą stronę?
Tak, to się przeplata, ale nie zrobi dużego wrażenia nawet bardzo ładny budynek, który nie ma historii, albo o którym się żadnej historii nie usłyszy.
OdpowiedzUsuńDlatego nie proponuję roztrząsania dziejów każdego budynku z osobna, ale np. o większe uświadomienie ludzkości odnośnie istnienia takich ulic/dzielnic, którymi warto przejść i (no, prawie) poczuć się, jak w latach trzydziestych.
OdpowiedzUsuń