Po chwili przerwy czas na kolejną porcję spacerów po ulicy Mokotowskiej (poprzedni odcinek
tutaj). Dziś zaczynamy od nieparzystej strony pomiędzy placem Zbawiciela a Koszykową. Uwaga, będzie przykro, mimo iż w większości przypadków niczego nie zasłaniają liście.


W 1941 roku budynek przy Mokotowskiej 21 wyglądał tak, jak na górnym z powyższej pary zdjęć. W 2010 na jego miejscu jest, eee, to co jest.


To kolejna w rzędzie kamienica, z numerem 23, w odsłonie AD 1941 & AD 2010. Dodam, że zarówno domy nr 21 jak i nr 23 to nie są nowe budynki, tylko odbudowane kamienice, które spalono w 1944. Odbudowane w sposób, nazwijmy to, nowatorski i zjawiskowy.


Cudem nie zmienił się tzw. Pałacyk Cukrowników (wcześniej był to dworek Kazimiery Ćwierciakiewiczowej). Nie został zniszczony, przeszedł w latach 80 remont i niedawno kolejny. Foto górne pochodzi z ok. 1925 r., dolne z 2010.


Pod numerem 27 stał sobie, widoczny na fotografii z 1941 budynek. Dziś stoi taki, jak widać na zdjęciu z 2010. Nic dodać, nic ująć.


I na koniec dzisiejszego odcinka: Mokotowska 29, kamienica małż. Lewkowiczów. W 1944 spłonęła, wobec czego rozebrano ją i zbudowano coś zupełnie innego (użyto przy odbudowie/budowie elementów oficyn, które były w zadowalającym stanie). Niestety, po prawej stronie na górze w kadr weszła gałąź - mógłbym wprawdzie, jako że w życiu niczym innym się nie zajmuję, przychodzić tu codziennie i sprawdzać, czy już nie złamał jej wiatr, no ale jakoś nie było mi po drodze. Może następnym razem.
Wszystkie fotografie archiwalne pochodzą z "Atlasu dawnej architektury ulic i placów Warszawy" (patrz: źródła).
Mokotowska to czas mojego dzieciństw, a potem młodości. Przy okazji muszę sprawdzić, czy istnieje jeszcze lokal, do którego często chodziłam. Dobrego weekendu.
OdpowiedzUsuńhanula1950
Koszykowa to jedna z tych nazw, które znam z opowiadań ojca o przedwojennej Warszawie.
OdpowiedzUsuńPałącyk piekny, to cieszy.
Przy numerze 23 możnaby zastosować metodę panierkowania styropianem z wycinaniem rowków i innych ozdób na modłę przedwojenną - to daje niezłe efekty.
OdpowiedzUsuń27 - To też wygląda na przedwojenny nadbudowany dom.
29 - Góra rzeczywiście inna...
"mógłbym wprawdzie, jako że w życiu niczym innym się nie zajmuję, przychodzić tu codziennie i sprawdzać, czy już nie złamał jej wiatr"
OdpowiedzUsuń:))))))))
To również moje ulubione okolice z dzieciństwa. Szczęśliwie nie wygląda to najgorzej.
OdpowiedzUsuń@Hanula - z powodu uczęszczania do pobliskiej podstawówki, ja również spędziłem tu w dzieciństwie sporo czasu.
OdpowiedzUsuń@Hrabia - wycinanie w styropianie to jakaś desperacja, ale i tak lepsza niż okładanie jak popadnie i wygładzanie. Grunt, żeby drzewa niczego nie zasłoniły.
@marcin - skoro wspólnota uparłaby się aby docieplać 50 cm ścianę, to by przy okazji można by odtworzyć detal ze styropianu a nie gipsu
OdpowiedzUsuń