Tygodnik (wówczas) "Stolica" od momentu swojego powstania po II wojnie nosił podtytuł "Kronika odbudowy Warszawy" i ze względów oczywistych zajmował się tematyką dźwigania miasta z ruin a także stawiania nowych budowli, które - z perspektywy czasu - oceniamy dziś różnie, lecz wtedy było inaczej. Nieważne. W jednym z wydań z 1953 roku ukazał się artykuł, w którym omawiana jest odbudowa a właściwie przebudowa zaplecza Nowego Światu z naciskiem na ulicę Kubusia Puchatka. Jak wiadomo, ulicę tę zamyka charakterystyczny budynek, zwieńczony wieżą, na której miał być zegar, ale zamiast niego jest uśmiechnięte słoneczko. Budowla owa miała w zamierzeniu stanowić zwieńczenie osi, której drugim końcem jest Ministerstwo Finansów po przeciwnej stronie Świętokrzyskiej. Dziś nie do końca ów zamysł jest widoczny - pomarzyć jednak zawsze warto.
Oto trzy zdjęcia z placu budowy oraz to, co mamy na tym miejscu dziś. Nie wszystkie mogłem wykonać z tej samej wysokości, ale mam nadzieję, że jakoś da się ten smutny fakt przeżyć ("no przecież mogłeś wejść na drzewo a następnie poczekać do listopada, aż spadną liście i jakiegoś słonecznego dnia zrobić zdjęcie").



Jak wspomniałem, zdjęcia archiwalne zamieściła "Stolica" w 1953 roku a nowe powstały latem 2010.




Nie wiem, czy już to pisałam, ale ogromnie lubię takie porówniania stare/nowe. Dobrą robotę wykonujesz :) Fajnie byłoby za następne choćby 20 lat zrobić porównanie tego samego miejsca w trzech wymiarach czasowych :) Haa,haaa
OdpowiedzUsuńJak to "nie masz czasu czekać"? To Ty na odpowiednzią pogodę czekasz na fotelu z tykającym zegarem na ścianie i nic więcej nie robisz? Każda pora roku jest dobra na zdjęcia, tyle że każda na inny typ zdjęć. Druga para zdjęć mocno straciła na wartości porównawczej ("od 1953 urosły drzewa"), a przecież jak sam piszesz, chodzisz tamtędy często. Prosze, zrób zdjęcie do drugiej pary za miesiąc. Nie musi być słonecznie. Wystarczy, że będzie bezlistnie.
OdpowiedzUsuńTeż jestem za bezlistnością. Puchatkową ulicę lubię, bo jest taka kameralna.
OdpowiedzUsuńDziękuję za cenne uwagi. Jeśli tylko będę miał tyle czasu, by o przychylnej wizerunkowo porze roku znaleźć się we wszystkich zarośniętych latem miejscach oraz będę miał ze sobą wózek, na którym będę pchał/ciągnął wszystkie archiwalne numery "Stolicy" i albumy o Warszawie, to na pewno po jakimś czasie uda mi się załatwić Warszawę bezlistną. Proszę o kontakt za 35 lat.
OdpowiedzUsuńArchiwalne zdjęcia - miodzio:-) Bardzo mi się podobają.
OdpowiedzUsuńA ja też prawie zawsze tamtędy chodzę zamiast NŚ.
mialam znajomą, która mieszkala w tej wieżyczce na Puchatka.....był tam normalny pokoik, choć malutki. A teraz mieszkańcy tej uroczej okolicy nie mają gdzie kupić warzyw, bo im ostatnią budkę warzywną wygonili, "bo nieładna i nie pasuje". Najlepij otworzyc 100000000 bank i klub dla gejów, bo tam pasuje((((((
OdpowiedzUsuńEeee ale banków nie otwiera się w blaszanych budkach po warzywniakach...
OdpowiedzUsuńale na ich miejscu. Wole budke ze zdrowymi warzywami, niż kolejnego brudnego kebaba.
OdpowiedzUsuńAleż tego typu wybór jest jak najbardziej oczywisty, też bym wolał warzywniak niż kebab. Tylko że u nas, niezależnie od tego czy to ma być kebab czy warzywniak, wszystko musi przypominać prowizorkę rodem z pierwszych dni po II wojnie.
OdpowiedzUsuń