Dziś pewnie większość osób napisze o 1 września, o zniszczeniach wojennych itp., wobec czego będę oryginalny i napiszę o zniszczeniach powojennych. Kolejna część serii "Warszawa, która paszła" oparta jest o zdjęcia wykonane gdzieś w latach 60-70 XXw. Nie są datowane, toteż liczę na specjalistów od określania daty.

To jest ulica Grzybowska 24. Jeszcze za czasów powstania osiedla "Za Żelazną Bramą" (1965-72) pod numerem tym stała kamienica, widoczna na górnym zdjęciu. Później zastąpiona została eee... eee... eeeleganckim pawilonem, na szczęście obecnie przykrytym zielenią (fot.2010).
Narożnik Złotej i Sosnowej zmienił się dość znacznie. Tym razem wykonałem zdjęcie nowe (2010) z podwyższenia, bo oryginalną lokalizację coś mi zasłaniało.
A to kamienica, która stała na Żabiej jeszcze w momencie, gdy powstały bloki "Żelaznej Bramy" (1965-72) i stał też widoczny w tle blok na placu Bankowym. Później kamienicę zastąpiła przyjaźń polsko-radziecka z kinem "Oka", zabawami zwierząt i paradą atrakcji.Wsystkie tsy archiwalne fotografie zamieścił tygodnik "Stolica". Nowe zdjęcia pochodzą z 2010.




daj spokój, nie ma co załowac tych ruder. MIeszkam w bloku za Zelazną Bramą, bloki te są zbudowane wg ramy H, są w doskonałym stanie, w srodku ochrona, odnowione, mam mieszkanie 56 m, łądnie urządzone, piekny widok, tylko przeszkadza mi widok takiej rudery przy Waliców. MIeszka tam patologia, garnki lecą z resztek balkonów, nikt nie odnawia ani nie płaci czynszu. Albo przypadki, ze rudera stoi, bo nie chce jej sprzedac żydowski własciciel (jego wnuk).
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Twoje mieszkanie jest ładnie urządzone.
OdpowiedzUsuńja też:-) Ale piszę dlatego, ze modą jest narzekanie na bloki prlowskie, ze mieszkania klitki, ze Chińczycy, ze po 10 w mieszkaniach. Ze wielka płyta to syf, ze brzydkie itp. A to nieprawda w 90%. I tym samym obraża się ludzi tam mieszkających, niektórych od 40 lat. W blokach nie mieszka wcale patologia czy dresiarze. W blokach mieszka większosc Polaków, normalnych, porządnych, ciezko pracujących ludzi. Bloki niezawsze są jakies brzydkie, jak sie lubi na nie narzekać. Wiele z nich tonie w roslinności, jest duza przestrzeń, a przede wszystkim nikt nie odgradza się, jak w apartamentowcach. Ludzie z zagranicy przyjezdzając do Warszawy nie mogą sie nadziwic tym gettom....niewolników kredytów. Tego nigdzie nie ma na swiecie.
OdpowiedzUsuńNie narzekam na bloki PRL-owskie. Ale szkoda mi tych, jak to nazywasz, "ruder", które niestety rzeczywiście często zamieszkuje tzw. margines. Ale samej architektury mi szkoda, bo często to były piękne domy.
OdpowiedzUsuńbywały piękne, ale też nie zawsze. Mieszkałam przez jakis czas w takim starym komunalnym domu i niestety - kompletny brak jakiejkolwiek troski ze strony miasta, ale i sąsiedztwo mieszkańców kompletnie mnie zraziło do już teraz ruder.
OdpowiedzUsuńRozumiem, jednak pisanie "daj spokój, nie ma co załowac tych ruder" jest mocno jednostronne.
OdpowiedzUsuńDuży blok może stać się dużą ruderą :)
OdpowiedzUsuńA skoro mieszkasz na osiedlu Za Żelazną Bramą, to warto, byś wiedziała, że to ani wielka płyta, ani rama H.
Ja się częsciowo zgodzę z Anonimowym, że teraz często panuje takie myślenie, że stare = wartościowe. Nie zawsze tak jest i nie zawsze tak było. Choć też zdarzają sie i odchyły w druga stronę, nawet teraz niszczy sie cos pięknego i wartościowego, czesto mimo protestów. A stawia się tam osiedla, bardziej "oplacalne". Takie już są prawa kapitalizmu;-)
OdpowiedzUsuńA co do bloków to faktycznie dobrej sławy nie mają, a mieszka w nich przeciez wiele milionow Polaków. Ja lubię niektore blokowiska warszawskie, często toną w zieleni i są całkiem sensownie zaprojektowane. Choć nie można tego powiedzieć o wszystkich.
Przepraszam, bo za momencik mi się coś stanie. Chyba nikt nie chce mi wmówić, że - tu mowa o pierwszej parze zdjęć - architektura podupadłej i oczywiście zsyfiałej kamienicy jest mniej wartościowa niż barakopawilonu (szczęśliwie, nie bardzo widocznego na focie), który powstał na jej miejscu?
OdpowiedzUsuńChciałbym zauważyć, że mówię ogólnie o architekturze danego obiektu a nie o stanie, w jakim się znalazł. A że stare nie zawsze znaczy wartościowe, to chyba jasne. Wystarczy spojrzeć na Madonnę.
spokojnie, spokojnie Marcinie, nie ma się co unosić, nie ma się co "coś stawać". Ja tylko starałam sie wychwycić główną myśl "Anominowego" - z tą myślą się zgadzam. Nikt tu nikomu nic nie zarzuca.
OdpowiedzUsuńSpo - koj - nie...
A uwagi o Madonnie nie będe komentować;-)
nie zawsze stare = wartościowe, ale jeszcze rzadziej nowe = wartościowe.
OdpowiedzUsuńod dawna myślę zaprezentowaniu tej tezy za pomocą próbki z pewnego "poligonu" budownictwa, ale nie mam gdzie i dla kogo.
;-)
akurat znam ten barakopawilon - jest to przychodnia plus inne uzyteczne rzeczy, porządny, odnowiony, w środku wręcz luksusowo. Czy jest brzydki? Wole jego widok niż kamienicy na Waliców/Grzybowskiej. Nie jestem zwolennikiem kamiec z cegły, a dawna Wola była ich pełna. Sprawiają wrażenie "robotniczych" i przemysłowych. NIe jest to piękna architektura, nawet jak nowa. RAczej użyteczna i juz wtedy tania.
OdpowiedzUsuńhmm.. tu się moje gusta z "Anonimowym" różnią. Użyteczność jest ważna, ale kwestia estetyki też ma znaczenie. O ile lepiej odwiedzać lekarza itp. w miejscu ładnym, przyjemnym, a nie jakimś baraku. Nawet badania w dziedzinie socjologii miasta wykazują, że estetyka wpływa na lepsze samopoczucie korzystających z usług, a nawet na podniesienie poziomu kulturalnego.
OdpowiedzUsuńNo i bloki blokami, ale kamienice z cegły dla mnie też maja swój urok. Tu nie chodzi o to kto w nich mieszka. Odpowiednio zadbane rozkwitają. I wśród nich o wiele lepiej czuje sie atmosferę miasta niż wśród użytecznych baraków..
chcialam dodac, ze nazwa barakopawilon jest obraźliwa dla tego obiektu. Wlasnie jest on b. estetyczny, otoczony placami i zielenią, w srodku (radzę zajrzec) jest własnie czysciusieńko i wręcz luksusowo. Wybrano opcje niską, zeby nie zagrażac widokom z bloków za Zelazną Bramą. A domy z czerwonej cegły? niestety wiekszosc nie wyglada optymistycznie. Nawet w Londynie czy Holandii. Po prostu są smutne. Wolę juz jasne tynki.
OdpowiedzUsuńLuksusowo? Tam? Chyba w porównaniu do KDT. Pan/Pani anonimowa chyba nigdy w luksusach nie bywała, skoro TO jej się z luksusem kojarzy. ;) Pardon, miałam nie brać udziału w tej dyskusji,ale... ale ten pawilon i jemu podobne powinny być jak jeden mąż zburzone oraz powinien być ZAKAZ budowania ich gdziekolwiek w granicach miasta.
OdpowiedzUsuńAmen.
Naturalnie, nowe i otynkowane domy wyglądają bardziej przyjaźnie niż stare i odrapane. Tu się zgadzam. Gdyby jednak dać obu budynkom jednakową szansę, okazałoby się, że nagle ów bezużyteczna rudera po odnowieniu stałaby się godną pożądania kamienicą a barakopawilon nadal byłby tylko barakowpawilonem.
OdpowiedzUsuńMożna nie zgadzać się z moim zdaniem i uważać, że klockowaty pawilon z okresu PRL jest fajny, bo mieści w sobie użyteczne instytucje (pralnia, salon tipsów, weterynarz) a obleśna i stara kamienica co najwyżej zamieszkiwana była przez meneli. Zwracam jednak uwagę na nieco inny wymiar wartości tych budowli, który - rzecz jasna - zwykłym zjadaczom chleba jest obcy. Równie dobrze można by wyburzyć całe kwartały Wilczej, Mokotowskiej, Hożej czy Nowogrodzkiej i postawić tam użyteczne klocki. Ale wtedy chyba wszystko jedno czy mieszka się w Warszawie, w Radomiu, w Charkowie czy w Ułan Bator.
wolę, zeby stał w tym miejscu uzyteczny klocek niż nowy, wcisnięty apartamentowiec,otoczony ogrodzeniem czy hotel wysokości tego na Złotej. Po prostu ludziom potrzebne są tez zakłady usługowe. Niedobrze mi sie robi od kolejnych apartamentowców, ktore zabijają strukturę społeczna miasta. W domach przedwojennych zawsze były sklepy, punkty usługowe itp. W tych apartamentowcach nie ma nic poza garażem. Zyć sie nie da. Dlaczego w innych miastach swiata kamienice czy domy mieszkalne - mają na dole sklepy i punkty usługowe? przeciez to zaleta - dają nawet większy dochód z wynajmu niz sprzedane juz lokale. Miasto musi zyc, a nie tylko mieszkać.
OdpowiedzUsuńa może nasz dokumentalista zacznie robić zdjęcia apartamentowców. NIektore są naprawde ciekawe. I potem po x latach zobaczyć, co tam jest na ich miejscu. A tego, co wiem - te pierwsze apartamentowce z lat 90tych zaczeły sie już sypać, wiele stoi pustawych, bo przejeły je banki kiedy kredytobiorca przestał je spłacać, albo nie starczało mu na czynsz.
OdpowiedzUsuńCo do apartamentowców, to inna bajka. Wiadomo, architektonicznie są słabe, sprawiają że ulice zamierają (na dole nie ma sklepów, względnie apteki, żeby jaśnie państwu nie przeszkadzało).
OdpowiedzUsuńA co z nich zostanie? Nie wiem, dla mnie wyglądają, jak zestaw klocków Lego, który można rozwalić jednym kopniakiem i przenieść inne miejsce w dowolnej konfiguracji.
Chciałem zwrócić uwagę na humorystyczny aspekt tytułu tego posta. Domniemuję, że autor chciał powiedzieć "Warszawa, która odeszła". To jednak brzmiałoby po rosyjsku dosłownie "Warszawa,kotoraja uszła". A "paszła" znaczy "poszła" w domyśle: "się ...." albo po rosyjsku "na ch..." ;) Treść w zasadzie ta sama, ale wyrażona jakby mniej lirycznie ;)
OdpowiedzUsuńWłaśnie taki miał mieć wydźwięk cały zestaw postów pod wspólnym tytułem. Słowo "paszła" jest mi doskonale znane. Nie, że sentymentalnie wspominamy, że odeszła (to też), ale że przede wszystkim "won, rupieciu jeden". Ironicznie, rzecz jasna.
OdpowiedzUsuń