20 wrz 2010

To co lubię w moim mieście - XXXV akcja GTWB

Temat nowej akcji GTWB jest tak szeroki i ogólny, że właściwie nie wiedziałem co wybrać. W końcu lubię w moim mieście wiele rzeczy. I wystąpi tu niewielki ułamek tego, co lubię, no ale inaczej się nie da.


To, co między innymi lubię w moim mieście, to osobliwe nazwy niektórych budynków. Zwyczajowo używane, powstały w wyniku skojarzeń na ogół z bryłą domu, funkcjonują po dziś dzień i łatwiej jest powiedzieć np. "wiatrak" niż "budynek GUS na rogu Alei Niepodległości i Armii Ludowej". Budynki te - choć w większości powojenne - także przechodzą swoje mniejsze lub większe metamorfozy, które rzucają się w oczy dopiero po porównaniu zdjęć z wczoraj i dziś... od tego jest właśnie ten fotoblog. No to lu. Sprawdzamy, co zmieniło się w domach ze śmiesznymi nazwami od 1967 roku.




Dom "Pod Biustonoszami" projektu Bohdana Lacherta na rogu Nowego Światu i Chmielnej powstał w 1948 roku. Wcześniej stała tu od lat trzydziestych masywna kamienica Malinowskiego, ale w wyniku oczywistych przegrupowań architektonicznych w latach 1939-45 już jej nie ma - zresztą, ten dom chyba jest mimo wszystko ciekawszy. W ciągu ostatnich 43 lat zniknęły z niego neony i został pomalowany w kolory nie tyle biustonoszowe, co majtkowe, ale mogło być gorzej.





Dom "Pod sedesami" przy Marszałkowskiej (nazwa wzięła się od ramy z otworami, zasłaniającej ocalały fragment fasady stojącego tu przed wojną towarzystwa ubezpieczeniowego "Rosja") to także dzieło Bohdana Lacherta z 1946 roku. To taki dziwny twór, bo z jednej strony niby odbudowano dzieło Marconiego a z drugiej właściwie to nie. Na przestrzeni dziejów zniknęły także słynne sedesy, w latach 90 XXw. zastąpione banalnymi zielonkawymi okiennicami. "Dom pod byłymi sedesami"? Eee.




Przedwojenna perełka. Dom "Bez kantów" przy Krakowskim Przedmieściu 11 owiany jest legendą, głoszącą, jakoby Józef Piłsudski, który zlecił wybudowanie owego Domu Funduszu Kwaterunku Wojskowego - bo to się tak naprawdę nazywa - przestrzegł twórców (Czesław Przybylski, Stefan Bryła), by obyło się "bez kantów". Mówisz - masz. W ostatnich latach brudny budynek wzbogacił się o eleganckie neony, pasujące charakterem nie tylko do fasady domu, ale i do całego Krakowskiego Przedmieścia.





Skoro już o pasowaniu mowa... "Dom kopnięty" Bohdana Pniewskiego z 1950 roku, moim skromnym zdaniem (nie znam się, ale zdanie mogę mieć) to jakieś potworne nieporozumienie. Nie dość, że nie pasuje do niczego na Krakowskim Przedmieściu, to jest najzwyczajniej w świecie nieciekawy. Stoi sobie, cofnięty w stosunku do innych budynków, i przez lata szczycił się tym, że nie wolno go było fotografować, bo należał do wojska. Nie mówiąc już o tym, jak piękny budynek stał tutaj przed wojną... ech.


Zdjęcia czarno-białe wykonał Henryk Jurko a opublikowała w 1967 roku "Stolica". Nowe fotografie pochodzą z 2010.


A tutaj zapraszam do obejrzenia innego ujęcia tematu XXXV akcji.

15 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe jest to, co napisales i pokazales, tylko Sedesowca szkoda, zostal tak odnowiony, ze az zniszczony, niewiele z niego zostalo.
    Serdecznie pozdrawiam:)
    sad.a.5 czyli Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ktos mówi "Wiatrak" to raczej kojarzy mi się z Wiatraczną.

    OdpowiedzUsuń
  3. We Wrocławiu też są sedesowce, przy pl.Grunwaldzkim, projektu znanej pani profesor;
    do dzis toczy się spór o ich urodę, a one proszą sie już o renowację, bo pękają...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się sedesowiec zawsze podobał, inne przedstawione tutaj budynki również. Nawet ten kopnięty

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe. Masz oko i sposrą wiedzę. Zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Tak coś czułam,że mi brakowało po renowacji tylko nie pamiętałam czego prócz neonów. Płaskorzeźby nad oknami!

    2. Nad przerobieniem sedesów płaczę po dziś dzień. Sedesy piękne nie były, ale to co zrobiono na ich miejscu od dawna woła o pomstę do nieba.

    3.Przynajmniej nie oszpecili. Moim zdaniem neony nie są złe. Mogły by być płachty....

    4.Porozumienie, czy nieporozumienie, zawsze był ponury... ale się przyzwyczaiłam i nie narzekam. Gorzej z plastikowych otoczeniem :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny wpis, te nadawane samorzutnie przez mieszkańców nazwy sa fajne. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi się zawsze podobała nazwa "Czterech śpiących, trzech walczących" - bossska :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @sad.a.5 - no niestety sedesowiec stracił prawo do nazwy.

    @Ikroopka - chodzi Ci o te bloki za Mostem Grunwaldzkim ze śmiesznymi balkonami?

    @Lav ad.4 plastikowe otoczenie to zło w czystej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  10. O przepraszam - wiatrak to rondo wiatraczna, a GUS to GUS :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zainspirowałeś mnie do zrobienia takich fotografii u mnie w Ursusie. Ursus 50 lat wcześniej i ursus dziś.

    OdpowiedzUsuń
  12. No, jeśli tylko ma się archiwalia to każde "Wczoraj i dziś" można zrobić. Największy hardcore zrobiłem ze swoją własną postacią X lat temu i X lat potem w tym samym miejscu, ale pozwolę sobie nie publikować.

    OdpowiedzUsuń
  13. a od czego wzięła się nazwa "Pod biustonoszami"?

    OdpowiedzUsuń
  14. Sedesy były jednym z pierwszych warszawskich budynków zbudowanych z użyciem prefabrykatów (o ile nie pierwszym). Strasznie to wszystkich wtedy rajcowało - że to takie nowoczesne.
    Fajnie, że je wrzuciłeś, bo ostatnio o nich ciepło myślałem.

    Nie przesadzaj z domem bez kantów. Bardzo fajne są te narożne neony (szczególnie ten Mercedesa). Wnoszą tam europejskiego ducha, nawiązując wizerunkowo do Warszawy końca lat '30 (z neonami światowych firm na fasadach).

    OdpowiedzUsuń
  15. @Malaui - komuś skojarzyły się te wypukłości pod I piętrem.

    @Astrowiktor - ależ ja się domyślam, jak to MIAŁO wyglądać (nawiązania do europejskości lat 30 itp), tylko może efekt jest ładny wieczorem, natomiast za dnia mocno zasyfiona fasada z plastikowymi literkami, no, tego...

    OdpowiedzUsuń