Zielna zmienia się po raz kolejny, warto więc - może raczej nie z sentymentu a z ciekawości czy ku przestrodze - przypomnieć, jak prezentowała się w okresie PRL. Znikają właśnie potworne pawilony między Zielną a Marszałkowską, straszące od lat sex shopami, "śmiesznymi rzeczami" czy innym kebabem. I dobrze. Pewnie na tym miejscu powstanie obleśny kloc, ale będzie to przynajmniej obleśny kloc w stylistyce zachodniej a nie transplant przedmieść Tirany.
Zdjęcia współczesne są zrobione z poziomu gruntu, bo nie byłem w stanie wspiąć się na tak wysokie stanowisko, jak autor fotografii z epoki.

Tu stały pawilony z adresem Zielna 4-8 i jako pierwsze ustąpiły miejsca wybudowanej w nowym wieku stacji metra Świętokrzyska.
Blok przy Zielnej 45 i widok na ulicę Próżną. Zdjęcie wykonałem 17 czerwca, dosłownie na parę dni przed tym, jak pawilony po prawej zaczął atakować buldożer.
A to pałacyk przy Zielnej 49, w nowym wieku wzbogacony o zupełnie inne tło.
Do wykonania tego zdjęcia autor użył zapewne środków dopingujących i bardzo wysoko podskoczył - mnie pozostało wspięcie się na schody "restauracji" McDonald's, by uchwycić widok na Zielną ze skrzyżowania Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Moje zdjęcie nie jest za to zaplamione - widać ten egzemplarz "Stolicy" sporo przeszedł.Zielną w 1893 w obiektywie Janusza Pokorskiego pokazała "Stolica" a te same miejsca w 2010 pokazuję ja. Patrzcie i podziwiajcie (jeśli jest co).




A mnie tam pawilony nie przeszkadzały. To dopiero ostatnie parę lat zmieniło je w slumsy, ale przeciez kto bedzie inwestował, jak wiadomo, ze rozwalą. W latach 80tych i potem można bylo kupic tam wiele rzeczy, ktorych teraz nawet nie wiadomo, gdzie kupić - gwozdzie, srubki, krany, bieliznę, były tez eleganckie ubrania, kapelusze. Tam kupiłam stroik do mojej sukni slubnej, spodnice za pierwszą pensję. A nawet ostatnio była tam piekarenka, ktora sprzedawała wspaniale pieczywo i kilka super chinczyków - kaczka po pekinsku była rewelacyjna (na desce). Pawilony nie byly wcale brzydkie, nie przesłaniały nikomu widoków i było jakies życie na ulicy. Teraz ulice zamieniają sie gołe chodniki, Marszałkowska umiera. Ciagle windowane czynsze kładą wszelki biznes, a nawet knajpy. Centrum zamiera.
OdpowiedzUsuńTak jak rozmawialiśmy na ostatnim spotkaniu - w czasie, kiedy rozgrywa się akcja "Lekarstwa na miłość" pawilony odróżniały się in plus od tradycyjnego syfu bazarowego. Ale 40 lat później one same są już syfem - a raczej były, bo już ich prawie nie ma.
OdpowiedzUsuńA propos ostatniego zdjęcia - przypomina ostatnią scenę z "Przepraszam" Piwowskiego, czyli lot Belusa z Sezamu :)
@Anonimowa bezimienna: tu się mieści kilka różnych spraw.
OdpowiedzUsuń1.Pawilony istotnie przez wiele lat były miejscem, w którym można było kupić to, czego nie można było kupić gdzie indziej. Nie zmienia to faktu, że ich architektura jest dyskusyjna - zwłaszcza, gdy człowiek uświadomi sobie, jak wspaniała była tamtejsza pierzeja Marszałkowskiej przed wojną. A że dziesiątki lat temu wyglądały lepiej - cóż, jak wszystko, co kiedyś było nowe i czyste.
@Centrum zamiera ale chyba nie dlatego, że likwiduje się pawilony. Ludzie już dawno uciekli do centrów handlowych. Pozostali tylko na Krakowskim i Nowym Świecie, które są w weekendy częściowo deptakowe, natomiast z całej Marszałkowskiej ludność wywiało chociażby do Złotych Tarasów. Tam można przecież bardzo ciekawie spędzić cały dzień, czyż nie? 11-14 zakupy, 14-15 żarcie, 16-18 kino i do domu. I tak co tydzień, czy to nie cudowne?
@Stolica i okolica: tak, też o tym momencie "Przepraszam, czy tu biją" pomyślałem, jak tylko tam wlazłem. Zresztą, część filmu mam pocykaną. "Lekarstwa na miłość" jeszcze jakoś nie widziałem, ale widzę że muszę nadrobić.
Pawilony vs syf bazarowy to inna para kaloszy - tu się zgadzam, że były bardziej estetyczne. Jednak wolałbym w tym miejscu pierzeję z ŻYWYM dołem, tzn partery domów ze sklepami i kafejkami (a nie aptekami i bankami).
dlaczego w Paryzu, Londynie czy Amsterdamie można mieć fajne centrum z setkami sklepów, przetykane knajpkami, zabytkami i placykami czy parkami? to sprawia, ze miasto żyje. W Warszawie czy w Polsce miłościwie nam panująca partia i jej szefowa w warszawie winduje niestety czynsze w centrum, tak, ze nie są w stanie utrzymać sie zadne mniejsze sklepy. Wiadomo, forsę mają sieciówki, banki i operatorzy komorkowi, wiec przejmują te punkty. Ale jak widac - kompletnie nie ma planu zagospodarowania przestrzennego miasta, a tlumaczenie sie liberalizmem itp bzdurami, które mają wytłumaczyc łapówkarstwo i wygodnictwo urzędników (ktorzy biorą bonusy za jak najlepsze wyniki finansowe)czyli za ilość, a nie jakość pracy to typowo polska przypadłość. W Warszawie komus u władzy sie wydaje, ze w duzym miescie nie powinno być drobnego handlu, małych budek, bazarów, a w centrum powinny byc wyłacznie szykowne sklepy.....tak mysli prowincjusz, ktory nigdzie nie był i nie wie, ze na swiecie w miescie jest miejsce na wszystko. W samym Paryzu organizowane są bazarki itp. Warszawa zamienia sie w pustynie w centrum. Knajpki tez upadają, bo niestety - 90% ludzi woli pojsc smacznie i tanio zjesc na codzien w barze mlecznym (i turysci tez), niz do Sfinksa, gdzie tyle razy naciełam sie na woniejącym juz kurczaku czy skwaśniałej sałacie.
OdpowiedzUsuńTo nie o to chodzi, że w mieście nie powinno być budek, bazarków itp. Ale do centrum one zdecydowanie nie pasują. Mieliśmy tyle lat bazar pod PKiN, absolutnie - moim zdaniem - nie do przyjęcia.Centrum miasta musi być reprezentacyjne i w przywoływanym jako przykład Paryżu i w innych miastach europejskich nie zauważyłem, by w tzw. city rozwijał się jakoś szczególnie drobny, bazarowo-budkowy handel. Nie mówię tu o kramikach z pamiątkami na Starym Mieście czy okazyjnych kiermaszach, tylko o handlu codziennego użytku.
OdpowiedzUsuńDrobny handel w tej chwili nie ma racji bytu, bo zbyt dużą konkurencją, o czym napisałem, są centra handlowe, do których ludzie idą, bo tak im wygodniej, niestety.
Mnie się wydaje, że gdyby miasto nie windowało czynszów w kosmos, to centra handlowe byłyby na zakupy a deptaki na miłe spędzenie czasu. Jedno nie kłóciło by się z drugim. Ciuchom lepiej w centrach handlowych, w małych sklepach lepiej byłoby drobnym usługom i sklepom z pamiątkami dla turystów.
OdpowiedzUsuńPawilony pamiętam z dzieciństwa jako już nieco zmurszałe, ale jeszcze nie wyglądały tak slamsowo jak ostatnio. Dlatego nie będzie mi ich brakować.
Obawiam się tylko,że na ich miejscu powstanie architektura nawiązująca do kiczowatych błękitnych wyjść z metra... z drugiej strony patrząc na przykład pawilonów na Jana Pawła... nie wyszły takie złe. Trzeba a nawet należy łudzić się,że na ich miejscu nie powstaną nijakie blaszaki. Dawnej pierzei nikt nie przywróci, ale gdyby zrobiono tam ścieżkę rowerową(jakoś od pl.Bankowego aż po metro centrum chociaż)... deptak... jakieś klimatyczne kioski z gazetami... byłabym zachwycona!
szkoda, ze wlasnie wysokie czynsze rugują drobne, ale jakże potrzebne usługi dla mieszkancó srodmiescie - przeciez tam mieszkają ludzie!!! sama mieszkam w centrum i z trudnoscią moge znalezc punkt naprawy, zegarmistrza, nie ma gdzie kupic artykułów papierowych, znikają piekarnie, poznikały chinczyki, nie ma barów mlecznych. Wychodze z bloku i mam na kazdej ulicy w centrum rząd tych samych banków - po co tyle odziałów???? a nie mam gdzie kupic butów, oddac ich do naprawy, nie ma pralni i dzwigam zakupy z odległego samu. Dlaczego mieszkancy srodmiescia muszą jezdzic po zakupy poza miasto??? tego nie ma w Holandii, ani w Londynie. Nie mam samochodu, wiec jazda do Tesco czy Carrefoura, ktorego nota bene nie znoszę to dla mnie udręka.
OdpowiedzUsuń